Stowarzyszenie "Ciapek" to tylko cztery osoby: Irena Sakiel, Katarzyna Tarasiuk oraz Lena i Gary Handtowie. Ci ostatni to para emerytów, którzy przyjechali z Kanady, by osiedlić się w sercu Puszczy Białowieskiej. Na pomysł stworzenia azylu dla psów wpadli już w Polsce. - Nie mogłam patrzeć, jak męczą się uwięzione na łańcuchach lub szwendają po ulicach - mówi pani Lena. Handtowie wyłożyli własne pieniądze na urządzenie prowizorycznego schroniska oraz zainwestowali w budowę nowego obiektu. Kłopoty nastały w chwili, gdy firmy wykonujące budowę zaczęły się u nich upominać o pieniądze. Okazało się, że zdefraudował je jeden z pracowników, przez którego ręce przechodziły wszystkie fundusze.

Sprawa znalazła się w sądzie. Zanim jednak zapadną jakiekolwiek rozstrzygnięcia, miną lata - a 140 psów pozostających pod opieką "Ciapka" w prowizorycznym i zadłużonym schronisku potrzebuje pożywienia, schronienia i opieki przez cały czas. Najgorzej było w mroźnym styczniu. Handtowie codziennie jeździli do schroniska z odległej o 30 km Białowieży, wracając w środku nocy na krótką drzemkę. Uszczelniali i ocieplali psie budy każdym materiałem, który udało im się zdobyć: drewnem, styropianem lub cegłą. Dzięki ich wysiłkowi żaden pies nie zamarzł ani nie doznał odmrożeń.

Jednak determinacja właścicieli nie wystarczyłaby, gdyby nie pomoc hajnowskich sprzedawców, którzy ustawili w swoich sklepach kosze na pokarm dla zwierząt. Każdy kosz opatrzony jest zdjęciami psów ze schroniska. Kupujący wrzucają tam suchą karmę, mięso, kaszę lub makaron. Jest to w tej chwili, przynajmniej na czas zimy, podstawowe pożywienie dla zwierząt z "Ciapka". Do akcji włączyli się głównie detaliści, z wielkich sieci handlowych jedynie Społem wystawiło kosz w swoim sklepie. - Zazwyczaj kierujemy takie akcje w stronę ludzi - mówi Agnieszka Pietraszko z działu handlowego spółdzielni. - Ale czemu nie pomagać potrzebującym zwierzętom?

Urząd miasta dofinansowuje schronisko, ale pomagają mu też mieszkańcy, ponieważ widzą zaangażowanie i bezinteresowność Handtów. Gorzej jest w okolicznych wioskach, gdzie świadomość humanitarnego traktowania zwierząt jest jeszcze niewielka. Ludzie z "Ciapka" reagują na każdy sygnał o psie dręczonym przez właścicieli lub trzymanym przez nich na zbyt krótkim łańcuchu. - Jeździmy po tych domach z policją i odbieramy psy często w stanie skrajnego wycieńczenia. Szczęśliwie większość z nich udaje się wyleczyć w "Ciapku", do którego regularnie dojeżdża weterynarz. W ten sposób uratowano m.in. psa z wrośniętą w szyję, zbyt ciasną obrożą, a także innego, który doznał ciężkich poparzeń po celowym podpaleniu. Niedawno Handtowie na własnych rękach przynieśli do schroniska zwierzę, które wycieńczone i odmrożone leżało na środku drogi.

- Pies to nie stary kapeć - mówi pani Lena. Tymczasem ludzie nadal masowo je porzucają, gdy staną się stare i niedołężne lub po prostu znudzą się właścicielom. W leśnych okolicach Hajnówki co jakiś czas odnajdywane są psy, w tym ciężarne suki, przywiązane do drzewa przez "turystów", przyjeżdżających w tym celu z Białegostoku lub nawet z Warszawy.

Teraz właścicielom schroniska jest trochę lżej, gdyż pojawili się pierwsi wolontariusze. Wcześniej Handtowie korzystali z każdej pary rąk do pomocy: odpracowywał tam nawet karę pensjonariusz miejscowego aresztu. Jednak nadal "Ciapek" potrzebuje żywności, materiałów budowlanych oraz pieniędzy, m.in. na operację oczu oślepłego kundla znalezionego na ulicy.

Chcesz pomóc psom z "Ciapka"? Możesz dokonać wpłaty na konto:

HAJNOWSKIE STOWARZYSZENIE OCHRONY ZWIERZĄT ,,CIAPEK"

17-200 HAJNÓWKA, UL.SŁOWACKIEGO 29

24102013320000180203266525 - z dopiskiem ,,pomoc”