Hanna Lis nie poprowadziła w ostatni czwartek "Wiadomości", bo - jak sugerowała "Rzeczpospolita" - nie jest lubiana przez widzów. Według gazety, taka ocena prezenterki wynika ze zleconych przez kierownictwo telewizji badań wizerunkowych wszystkich pojawiających się na wizji dziennikarzy TVP.

W rozmowie z DZIENNIKIEM Hanna Lis zdecydowanie zaprzecza tym informacjom. Zapewnia, że "Wiadomości" nie poprowadziła tylko dlatego, że jest za granicą. "Z tego, co wiem, w badaniach, na które powołuje się <Rzeczpospolita>, nie ma nic, co dawałoby podstawy twierdzić, że jestem niepopularna" - mówi. "Na bieżąco śledzę ratingi <Wiadomości>, ze szczególnym uwzględnieniem wydań prowadzonych przez mnie. I życzę tej gazecie takiego czytelnictwa, jaką ja mam oglądalność" - dodaje prezenterka.

"Artykuł o mnie dał <Rzeczpospolitej> cytowalność - na Pudelku. Gratuluję kolegom" - ironizuje Lis.

p

"Na odbiór Hanny Lis wpływa jej małżonek"

A.S.: Hanna Lis jest ponoć jedną z najmniej lubianych dziennikarek w TVP. Jak pani sądzi, dlaczego? Przecież ściągnięto ją do "Wiadomości" jako gwiazdę - jest elokwentna, ładna, wykształcona i ma za sobą kawał dziennikarskiej kariery.
Krystyna Doktorowicz*: Łaska widzów na pstrym koniu jeździ. I czasem trudno wytłumaczyć ich preferencje. Ale Hanna Lis przy wszystkich swoich atutach ma wizerunek nieco chłodnej i stanowczej osoby, a to nie wszystkim może się podobać. Do widzów docierały informacje, że Lis była zawieszona, że w redakcji były perturbacje z nią związane. To mogło wpłynąć negatywnie. Poza tym na odbiór jej osoby na pewno wpływa też małżonek.

Jak to?
Część widzów patrzy na dziennikarkę przez pryzmat jej małżeństwa z Tomaszem Lisem. Państwo Lisowie są szczególną parą, bo mimo że należą do grupy poważnych dziennikarzy, to jednak często goszczą na łamach brukowców. Informacje wyciągane z życia prywatnego dziennikarki czy Tomasza Lisa również mogły wpłynąć niekorzystnie.

Czyli w takich badaniach nie liczy się profesjonalizm czy rzetelność, tylko medialna otoczka, jaką widzowie znają z bulwarówek?
Tak naprawdę trudno ocenić, czym się kierują widzowie. O tym, czy lubimy osobę, którą znamy tylko z ekranu telewizora, czy też nie, czasem decydują bardzo absurdalne czynniki. Może nas zdenerwować maniera, sposób prezentowania czy gestykulacja. Tutaj nie można mówić o naukowym podejściu do sprawy.

Kraśko ponoć wypadł znacznie lepiej, a to właśnie jemu zarzucano denerwującą manierę mówienia z amerykańskim akcentem à la Max Kolonko.
Ale Kraśko nie jest częstym bywalcem plotkarskiej prasy. I to nie jego nazwisko pojawiało się w tle zmian w kierownictwie TVP.

Może więc TVP powinna się zastanowić nad poprawą wizerunku swojej gwiazdy albo szukać kogoś na jej zastępstwo?
Takimi jednorazowymi badaniami TVP nie powinna się kierować. Żeby zastanawiać się nad radykalnymi ruchami, trzeba byłoby mieć większą tendencję. TVP była jeszcze do niedawna słusznie krytykowana za brak osobowości. A co by o Hannie Lis nie mówić, to osobowością jest.

*Krystyna Doktorowicz jest medioznawcą z Uniwersytetu Śląskiego