W grudniu wszyscy czterej policjanci zostali oczyszczeni z zarzutów kryminalnych i nie będą odpowiadać za śmierć Polaka.

Zgon Dziekańskiego sfilmował turysta. Nagranie sprawiło, że sprawą zainteresowały się media na całym świecie. Na filmie widać, jak Polak wyraźnie zdenerwowany chodzi po terminalu. Nie zna języka, jest zagubiony. Zachowuje się coraz bardziej nerwowo. Podbiegają do niego policjanci, kilkakrotnie rażą paralizatorem. Polak umiera.

Dopiero półtora roku po śmierci Dziekańskiego kanadyjska policja ogłosiła, że nie będzie stosować paralizatorów w takich sytuacjach. W Kanadzie po porażeniu paralizatorem zmarło już co najmniej 20 osób.

Gerry Rundel, jeden z czterech policjantów, którzy spowodowali śmierć Polaka, zeznawał w śledztwie w sprawie Dziekańskiego. Jego zdaniem funkcjonariusze działali według zasad, według których ich szkolono, a także zrobili wszystko, co było w ich mocy w tamtych okolicznościach.

"Czy można było zrobić coś innego? Bacząc na fakt, że weszliśmy tam bez żadnej wiedzy i musieliśmy rozwiązać sytuację, mając ograniczone informacje, nie mogę powiedzieć, że cokolwiek zrobiłbym inaczej. To pech, lecz właśnie tak było" - dodał.