SYLWIA CZUBKOWSKA: 20 i 30-latkowie organizują się w sieci i walczą z kryzysem. Eryk Mistewicz nazwał ich pokoleniem GoldenLine. Rzeczywiście mamy do czynienia z trwałym, nowym pokoleniem?
TOMASZ SOBIERAJSKI*: Jeszcze za wcześnie by mówić o pokoleniu. Dopiero nasze dzieci będą w stanie ocenić, czy rzeczywiście jest to jakaś jednolita generacja. Obawiam się, że może być możemy być świadkami podobnej sytuacji jak w przypadku pokolenia JPII. Był to niezwykle popularny twór medialny, który jednak miał niewiele wspólnego z rzeczywistością.

Czy widzi pan jakieś wspólne cechy tej generacji?
Ależ oczywiście, tyle że to tak naprawdę są to dwa pokolenia. Pierwsze to dzisiejsi 30-latkowie. To oni zachwyceni wpadli w wir kapitalizmu, nabrali kredytów, inwestowali na giełdzie i.... sparzyli się. Teraz na własnej skórze odczuwają, jak bardzo kapitalizm może być żarłoczny i organizują się, by sobie nawzajem pomagać. Drugie pokolenie to ludzie do 25. roku życia. Oni urodzili się już w nowym systemie, nie pamiętają okresu niedoborów lat 80. i nie dali się wkręcić w obietnice banków. To dwie zupełnie różne generacje.

I są tak bardzo sobie obce?
Tak. Młodsi są bardziej nastawieni na wartości rodzinne, marzy im się dom i trójka dzieci. Starsi wciąż myślą o karierze i pieniądzach. Podobnie jest zresztą z generacjami w USA. Tam teraz wręcz istnieje takie powiedzenie, że ci młodzi będą musieli posprzątać bałagan zostawiony przez starszych.

*Tomasz Sobierajski, socjolog, współpracuje z uniwersytetami w Ankarze, Zurichu i Warszawie