Holender Joost Veerman na pomysł wykorzystania osmozy do produkcji energii elektrycznej wpadł, stojąc nad brzegiem Renu w pobliżu Rotterdamu, w miejscu gdzie rzeka ta uchodzi do Morza Północnego. Przez 24 godziny na dobę olbrzymie masy wody słodkiej mieszają się tu z zasoloną wodą morską. I można to zjawisko wykorzystać.

Dwie ciecze o różnych stężeniach naturalnie dążą do wyrównania ciśnień. Już w latach 70. Sidney Loeb, uczony z Uniwersytetu Ben-Guriona, wpadł na pomysł umieszczenia między cieczami o różnych stężeniach półprzepuszczalnej membrany. Pozwoli ona wyłapać część energii powstającej przy mieszaniu się wody morskiej i słodkiej. Loeb nie zdołała stworzyć odpowiedniej membrany, ale od jego czasów technologia poszła bardzo do przodu.

Nad wykorzystaniem jego pomysłu pracują równolegle naukowcy z Norwegii i właśnie Holender Joost Veerman. Woda Renu skierowana dzięki membranie do turbin mogłaby wytworzyć nawet 5 gigawatów energii, czyli tyle, ile potrzebuje 650 tys. gospodarstw domowych. Metoda działa już w warunkach laboratoryjnych, teraz Veerman ma zastosować ją na większą skalę. Równie zaawansowane są prace Norwegów Thora Thorsena i Torleifa Holta.

Metoda ma te zalety, że nie psuje środowiska naturalnego, nie zaburza migracji ryb i nie przeszkadza w żegludze. Tylko część wody słodkiej i słonej miałaby być kierowana kanałami do elektrowni, w której zachodziłby proces osmozy.

Zdaniem naukowców gdyby ją wykorzystać na wszystkich rzekach świata, to pokryłaby nawet 7 proc. światowego zapotrzebowania na energię. Potencjał samej Amazonki szacowany jest na 500 gigawatów, Jangcy to 73 gigawaty, Kongo - 96, Missisipi - 37 gigawatów.