O znacznym wzroście bezrobocia na koniec tego roku mówią ekonomiści z największych banków w Polsce. To już nie 10,5 ani nawet 12 proc., jak prognozuje rząd. Zdaniem analityków, jak chociażby Arkadiusza Krześniaka, głównego ekonomisty Deutsche Banku, już w grudniu bez pracy może być co szósty Polak. Niewiele lepszą wizję kreślą eksperci Raiffeisen Banku, którzy kilka dni temu podnieśli grudniowe szacunki z 12 do 14,9 proc.

>>>Bezrobocie rośnie. Ludzie wyszli na ulice

Aby te prognozy zweryfikować, skontaktowaliśmy się z 33 firmami w całej Polsce. Ich sytuacja pogarsza się z tygodnia na tydzień, zwolnienia grupowe zapowiadają nie tylko małe i średnie firmy, lecz także takie przedsiębiorstwa, jak PLL LOT, FSO czy Coca-Cola.

"Myślałem, że zły był ostatni kwartał ubiegłego roku, kiedy musiałem ograniczyć liczbę handlowców z 10 do 7. Teraz obroty spadają w tempie 20 proc. na miesiąc. Od marca w firmie zostanie tylko czterech przedstawicieli" - mówi prezes warszawskiego przedsiębiorstwa handlującego terakotą. "W firmie jeszcze o tym nie wiedzą" - mówi, prosząc o anonimowość.

Wszyscy prezesi przeliczają najświeższe wyniki swoich firm z dwóch pierwszych miesięcy tego roku. A te są katastrofalne. "Mamy ogromny kryzys i musimy radykalnie ciąć koszty. Zwalniamy wykwalifikowanych i sprawdzonych pracowników, którzy są z nami od lat. Proszę nas zrozumieć, nie mamy wyboru jeżeli chcemy, żeby firma nadal działała" - mówi nam kadrowiec firmy Radimp z Radomia, która produkuje ceramikę łazienkową.

>>>Bezrobocie już powyżej 10 procent

"W najlepszych czasach w zakładzie pracowano na trzy zmiany przez sześć dni w tygodniu, teraz ledwie na jedną. 52 osoby z liczącej 195 osób załogi już dostały wypowiedzenia, a pewnie trzeba będzie ograniczyć zatrudnienie jeszcze bardziej" - mówi Arkadiusz Sliwiński z produkującej podzespoły do samochodów firmy DPI-ZCS Poland z Ciechanowa.

Podobne wypowiedzi można usłyszeć prawie w każdej firmie. Neotech z Białegostoku: "Produkcja właściwie stoi i nie potrzebujemy pracowników. Już podziękowaliśmy prawie jednej trzeciej osób, a będziemy musieli pożegnać kolejne" - mówi jeden z kadrowców.

Stomil w Sanoku: "Nasze produkty kupują przedsiębiorstwa głównie z branży motoryzacyjnej, a im recesja doskwiera najbardziej. Nie ma kto kupować, więc będziemy musieli dalej ograniczać produkcję i zwalniać ludzi" - usłyszeliśmy w firmie, która już rozpoczęła redukcję pracowników.

Sytuacji firm nie ratuje nawet tania złotówka, dzięki której polskie produkty powinny doskonale sprzedawać się za granicą.

"I co z tego, że sprzedajemy za euro? Nikt nie kupuje, więc nic nie zarabiamy. Chcąc przeżyć te najgorsze czasy, musieliśmy jakoś sobie radzić i rozstaliśmy się z dwudziestoma procentami załogi. Jeżeli sytuacja się nie poprawi, planujemy wysłać część na urlopy bezpłatne. Dalsze zwolnienia? Są bardzo prawdopodobne, bo niemal nic nie sprzedajemy. Mogą dojść nawet do jednej trzeciej załogi" - mówi członek zarządu dolnośląskiej firmy produkującej sprzęt grzewczy.

Jeśli prognozy ekonomistów się sprawdzą, za dziewięć miesięcy w Polsce przybędzie ponad milion nowych bezrobotnych. W sumie bez pracy może być 2,6 mln osób, a Polska pod względem zatrudnienia cofnie się do maja 2006 r. "To czarny scenariusz, ale 16-proc. bezrobocie jest niestety realną perspektywą" - mówi ekonomista z BRE Banku Ryszard Petru.