Stan Polaka rannego w zamachu poprawia się
Polak ciężko ranny w zamachu na wojskową bazę w Antrim 25 km na północ od Belfastu pomyślnie przeszedł operację i jego stan powoli się poprawia. 31-letni mężczyzna był dostarczycielem pizzy, który znalazł się na linii ognia. Do zamachu przyznało się ugrupowanie "Prawdziwa IRA" – radykalny odłam Irlandzkiej Armii Republikańskiej.
- Prezydent odznaczy brytyjskiego sapera
- Rodzina rannego Polaka dziękuje za wsparcie
- Polacy pod ochroną po zamachu IRA
- Ambasada sprawdza, czy wybuch ranił Polaków
- "Myślałem, że strzały IRA to fajerwerki"
- Zobacz polsko-irlandzką bijatykę w barze
- Polonia apeluje o pomoc dla postrzelonego
- Zobacz, jak mężczyzna dostał z armaty
- Poczuj się jak terrorysta
- Irlandzcy nacjonaliści poparli policję
- Brytyjskie wojsko opuściło Irlandię Północną
- Irlandia Północna bez brytyjskich żołnierzy
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Życiu Polaka nic już nie zagraża - twierdzą lekarze. Jeżeli wyrażą zgodę, jutro rannego mężczyznę odwiedzi przedstawiciel polskiego konsulatu.
Mężczyzna został przypadkowo postrzelony przez napastników, którzy dokonali zamachu na bazę wojskową w Antrim. Północnoirlandzcy terroryści zaatakowali w sobotę krótko przed godziną 22:00. Napastnicy wykorzystali moment, kiedy żołnierze przyjmowali dostawę pizzy, i otworzyli ogień z broni automatycznej. Zabili dwóch wojskowych na miejscu, cztery osoby ranili.
Polak, który dostał sześć pocisków, był w bardzo ciężkim stanie. "Jego stan był bardzo poważny. Przy łóżku czuwa jego dziewczyna. Jesteśmy w kontakcie z jego rodziną w Polsce" - powiedziała irlandzkiemu magazynowi "Link Polska" w niedzielę po południu Georgina Wald z restauracji, w której pracował Polak.
"Polak jest po operacji, w stabilnym stanie i prawdopodobnie wyjdzie z tego cało. Jest przy nim jego partnerka, z którą ma malutkie dziecko. Jego rodzina w Polsce została
poinformowana, jedno z rodziców jest juz w drodze do Irlandii" - poinformował w końcu Jerome Mullen, konsul honorowy RP.
>>> Terroryści zaatakowali Irlandię Północną
Zamach przeprowadzono bardzo precyzyjnie. Niepodejrzewający niczego czterej brytyjscy żołnierze wyszli przed bramę garnizonu 38. pułku saperów, by odebrać zamówioną przez telefon pizzę. Wtedy z zaparkowanego na poboczu samochodu marki Vauxhall Cavalier padły strzały. "Początkowo myślałem, że to fajerwerki. Dopiero potem uświadomiłem sobie, że słyszę długą serię z karabinu maszynowego" - mówił brytyjskim mediom jeden z okolicznych mieszkańców. Obaj wojskowi, którzy znaleźli się za bramą, zginęli na miejscu. Zabity Polak nieświadomie odegrał rolę przynęty.
To, co wydarzyło się przed bramą, przypomniało okolicznym mieszkańcom obrazki, od których w ciągu dekady względnego spokoju w Ulsterze zdążyli już niemal odwyknąć. "W bazie zawyła syrena. Na miejscu natychmiast pojawiło się sześć ambulansów i Bóg jeden wie ile policyjnych wozów" - powiedział naoczny świadek sobotnich wydarzeń cytowany przez londyński "The Times".
>>>Prawdziwa IRA nie żałuje Polaka
Za zamachem stoi organizacja "Prawdziwa IRA". To radykalny odłam Irlandzkiej Armii Republikańskiej, który jest przeciwny porozumieniu pokojowemu. Ugrupowanie powstało w 1997 roku, a rok później zorganizowało w mieście Omagh w Irlandii Północnej zamach, w którym zginęło ok. 30 osób.
Jest to jedna z małych organizacji republikańskich uważających się za kontynuatorów Irlandzkiej Armii Republikańskiej (IRA), która w ostatnich latach dokonała samorozwiązania. Liczące kilkaset osób ugrupowania stoją na stanowisku, że walka o oderwanie Ulsteru od Wielkiej Brytanii wciąż trwa, mimo porozumienia wielkopiątkowego z 1998 roku.
Sobotni atak potępiły niemal wszystkie ugrupowania polityczne w Irlandii i w Wielkiej Brytanii. "Cały kraj jest zszokowany tym złym i tchórzliwym czynem, wymierzonym w żołnierzy służących swojemu krajowi" - mówił wczoraj premier Wielkiej Brytanii Gordon Brown. W podobnych słowach wypowiadał się szef irlandzkiego rządu Brian Cowen. "Mała grupka złych ludzi nie podważy procesu pokojowego w Irlandii Północnej" - powiedział. Od zamachu odciął się nawet lider niepodległościowej irlandzkiej partii Sinn Fein Gerry Adams, który uznał sobotnie wydarzenia za "błędne i szkodzące mieszkańcom Ulsteru”.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!