Londyńskie lotnisko w warszawskim wieżowcu
Ekipa "Misia" stworzyła stolicę Wielkiej Brytanii w Warszawie, a za kanałem La Manche nakręciła tylko zdjęciowe minimum. Słynna scena na lotnisku Heathrow została nakręcona w holu jednego z warszawskich wieżowców. "Obcokrajowców szukałam nawet w akademikach" - mówi DZIENNIKOWI Agnieszka Arnold, która asystowała Stanisławowi Barei przy kręceniu kultowego dzieła.
- Stanisława Celińska: Bronią Barei był śmiech
- Ekipa "Misia" wywołała alarm bombowy
- Londyński bohater "Misia" 30 lat później
- Telewizja chce bawić dzieci starociami
- Zwiedź Londyn śladami "Misia"
- Słomiany pomnik łabędzia w Toruniu
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
>>> Zwiedź Londyn śladami "Misia"
BARBARA SOWA: Stanisław Tym opowiadał, że w czasie kręcenia scen w Wielkiej Brytanii ekipa poszła na żywioł, bo londyńskie epizody miały niewielki budżet, a w zdjęciach
uczestniczyła garstka osób.
AGNIESZKA ARNOLD*: Na żywioł mogły być kręcone zdjęcia uliczne. Na pewno nie było starań o uzyskanie oficjalnych pozwoleń na kręcenie zdjęć czy zatrzymywanie ruchu. I pewnie to miał na
myśli Tym, bo film nie był robiony na wariackich papierach. Bareja by na to nie pozwolił.
Ale ponoć drugoplanowych aktorów też załatwiano na szybko, po znajomości przez ciotki, kuzynów i przyjaciół. Jedna z takich osób namówiła czarnoskórą Brytyjkę, żeby zagrała
domniemaną córkę pana Jana w "Continentalu". Tej kobiety nie ma nawet na liście płac. Pamięta pani jej nazwisko?
Szczegółów powstawania londyńskich epizodów nie znam, bo rzeczywiście pojechała tam niewielka grupa. Trudno spamiętać nazwiska wszystkich statystów. Było ich bardzo wielu. Chociażby w
scenie na lotnisku Heathrow, a właściwie w holu budowanego naprzeciwko Dworca Centralnego hotelu w Warszawie. W tamtych czasach niełatwo było znaleźć osoby znające perfekt angielski, nie
mówiąc o takich, którzy na pierwszy rzut oka wyglądaliby jak obcokrajowcy.
Jednak się udało.
Owszem, wszystko dzięki pomocy ambasad i pracowników centrali handlu zagranicznego. Obcokrajowców szukałam też w akademikach. Wieczorami chodziłam od jednego do drugiego domu studenckiego i
wyławiałam takich studentów. Ludzi z ambasad prosiliśmy natomiast, żeby przynosili swoje ubrania czy torby podróżne. Chodziło oczywiście o rekwizyty, które różniłyby się od tych
siermiężnych przedmiotów, jakie widziało się na polskich ulicach. Na szczęście wszyscy podeszli do tego z entuzjazmem i dzielnie wytrzymywali kilkugodzinne zdjęcia.
*Agnieszka Arnold asystowała Stanisławowi Barei przy kręceniu "Misia"






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!