Telefon, który powstrzyma kata rodziny
Po serii morderstw i gwałtów popełnianych przez osoby skazane za znęcanie się nad rodzinami, Ministerstwo Sprawiedliwości chce uruchomić specjalną linię telefoniczną. Ofiary przemocy obawiające się zemsty skazańca, który wychodzi na wolność lub przepustkę, będą mogły zadzwonić i zażądać natychmiastowej decyzji sądu np. o aresztowaniu natręta.
- Znęcał się nad żoną i dziećmi przez 17 lat
- 800 tys. Polek ofiarami domowych katów
- "Kopał mnie, gdy byłam w ciąży"
- Zamordował synka swojej konkubiny
- Zabójca z Wielkopolski wymknął się policji
- Sędzia popełnił morderczy błąd
- Otoczony strzelił sobie w głowę
- Wyszedł z aresztu i zabił rodzinę
- Zgwałcił matkę, trafił do aresztu
- Jeden telefon od żony i mąż idzie za kraty
- Polacy nie wierzą w sprawiedliwość
- Bijesz? Wyrzucą cię z mieszkania
- Więcej przemocy domowej
- Siedzą za niewinność, bo sąd się pomylił
- Wypuszczony z aresztu zamordował żonę
- Zabił żonę i wrócił na imprezę
- Zamordował kobietę i nienarodzone dziecko
- Mężczyzna ofiarą domowego terroru
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-30

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Czarna seria trwa już drugi miesiąc:
15 stycznia - 43–letni Jacek R. odbywający karę więzienia za znęcanie się nad rodziną, po tygodniu od wyjścia z więzienia zabił swoją konkubinę.
30 stycznia - w 2004 r. Jerzy W. usłyszał wyrok czterech lat więzienia za brutalne gwałty na córce. W więzieniu spędził niespełna trzy lata. Za dobre sprawowanie, wykazaną skruchę i deklaracje poprawy wyszedł na przedterminowe zwolnienie. Pięć tygodni po tym, jak sąd wypuścił go z aresztu, znów zgwałcił córkę.
8 lutego - Jan Sz. został skazany w grudniu za gwałt na swojej byłej żonie. Żona poskarżyła się sądowi, że mężczyzna, który jeszcze nie trafił do więzienia - bo wyrok się nie uprawomocnił - nadal ją nachodzi i grozi. Jan Sz. z zemsty zabił siostrę żony i jej przyjaciela.
21 lutego - Marek W. decyzją Sądu Rejonowego w Opolu Lubelskim został w styczniu aresztowany na trzy miesiące, po tym jak postawiono mu zarzuty znęcania się nad żoną. Sąd rozpatrując zażalenie podejrzanego, przychylił się do jego wniosku i zwolnił go z aresztu. Dwa dni po wypuszczeniu z aresztu Marek W. w czasie awantury zabił swoją 30-letnią żonę, zadając jej nożem cios w szyję.
12 marca - zwolniony dwa tygodnie wcześniej z więzienia, gdzie odsiadywał wyrok za znęcanie się nad rodziną 51-letni Leszek J. zabił siekierą żonę i 20-letnią córkę.
>>>Wyszedł z aresztu i zabił rodzinę
Wszystkie ofiary miały założone już tzw. "Niebieskie Karty" dla ofiar przemocy domowej, szukały pomocy na policji, prosiły o ochronę sąd. Jednak nikt im nie pomógł. Wyjaśnienia sędziów zwalniających sprawców są absurdalne. Jak choćby to, że hydraulik z Chodla, który od lat dręczył swoją żonę nie stwarzał dla niej zagrożenia, bo wcześniej bił ją rękami i nie używał żadnego niebezpiecznego narzędzia, na przykład noża.
"Stąd właśnie nasz pomysł stworzenia specjalnej linii telefonicznej dla tych osób, które boją się powrotu swoich bliskich z więzienia" - mówi DZIENNIKOWI wiceminister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski. "Skargi za pomocą tej gorącej linii będą trafiać, bez pośrednictwa policji, od razu do sądu, a ten będzie podejmował konkretne kroki: wydawał decyzję odwieszeniu wyroku, czy zastosowaniu aresztu tymczasowego. Docelowo ma być tak, że od telefonu do rozwiązania sprawy ma minąć jeden dzień" - dodaje Kwiatkowski. Resort chce by telefon zaczął działać przed końcem tego roku.
Pomysł ministerstwa nie podoba się jednak samym sędziom. "Nie jestem sobie w stanie wyobrazić na jakiej zasadzie taki telefon alarmowy miałby działać i jaką rolę mieliby w tym całym przedsięwzięciu odgrywać sędziowie" - mówi DZIENNIKOWI Teresa Romer, była sędzia Sądu Najwyższego.
"Zamiast wykorzystywać istniejące już możliwości chronienia ofiar ministerstwo woli tworzyć nowe, sztuczne i zbędne" - mówi DZIENNIKOWI karnista Monika Płatek. "Już przecież jest uniwersalny numer alarmowy, wystarczyło by naprawdę reagowano na skargi ofiar. I to reagowano natychmiast. Amerykanie wyliczyli, że jeżeli w ciągu 3 do 5 minut od telefonu od ofiary nie jest podejmowana interwencja to można uznać, że już jest martwa. U nas zamiat wykorzystywać istniejące już możlwiości pomocy ofiarom tworzy się nowe, wydłużające wszystko instytucje" - dodaje karnistka.























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!