Banki zastraszają klientów z kredytami
"Zastraszenie klienta wypowiedzeniem umowy kredytowej powinno przemówić mu do rozsądku i wtedy zgodzi się na zmianę warunków umowy na znacznie mniej korzystne dla niego" - mówi DZIENNIKOWI pracownik jednego z banków, które udzielają kredytów hipotecznych.
- Oszukał cię bank? Nie jesteś sam
- Bank nie będzie łupił klientów na spreadzie
- Banki każą nam dopłacać do kredytów
- Bunt klientów przeciw Polbankowi
- Te zapisy są niekorzystne dla kredytobiorcy
- Bank podnosi marżę, raty kredytów rosną
- Nie mam na ratę kredytu, sprzedam nerkę
- Tak banki przerzucają swe długi na klientów
- Stopy w dół, raty kredytów - nie
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-30

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
GRZEGORZ RZECZKOWSKI: Co może się teraz dziać w bankach, które za wszelką cenę chcą przekonać klienta do przyjęcia gorszych warunków kredytowych? Jakie decyzje mogą podejmować ich
zarządy?
Pracownik banku*: Jeśli w umowie nie ma wzmianki, że bank ma prawo do zmiany warunków umowy ze względu na niedostateczny poziom zabezpieczenia kredytu, to kazałbym doradcom działać
przez zaskoczenie. Czyli metoda na bezczelnego handlowca, albo na tzw. głupa - tak trzeba i już. Nie ma dyskusji. Musieliby wywierać taką presję na kliencie, tak szybko i sprawnie przyprzeć go
do muru, aby zgodził się na przyjęcie nowych warunków. Po prostu udawać, że to standardowe działanie w takich sytuacjach, nawet, jeśli ktoś mówi, że w umowie nic na ten temat nie ma.
Ale to mocny argument. Co jeśli klient będzie się przy nim upierał?
Wówczas można mu powiedzieć, że bank ma święte prawo dokonywać okresowej oceny ryzyka kredytowego i jego właśnie ocenił jako bardzo ryzykownego.
Ale przecież klient kredyt regularnie spłaca.
To nic. Tłumaczy się mu, że ryzyko w 50 proc. składa się z jego zdolności kredytowej, w połowie zaś z zabezpieczenia np. mieszkania, które po skoku kursu franka nie spełnia już oczekiwań
banku.
A co jeśli klient się nie zgadza i uważa, że to problem banku?
Należy mu wyraźnie pokazać jakieś przykre konsekwencje, które go mogą spotkać, gdy się nie zgodzi. Przemówić do rozsądku powinno mu przede wszystkim zastraszenie wypowiedzeniem umowy
kredytowej.
Czy straszenie wypowiedzeniem umowy rzetelnego klienta nie jest pustą pogróżką?
Nie - wystarczy to tylko odpowiednio uzasadnić. Mniej zorientowanych radziłbym postraszyć prawem bankowym, gdzie można znaleźć zapisy o konieczności ubezpieczenia brakującego wkładu kredytu.
Zupełnie inaczej sprawa wygląda, gdy w umowie znajduje się zapis, że bank ma prawo zażądać dodatkowego zabezpieczenia, jeśli wartość kredytu przekroczy określony pułap. Wówczas
poleciłbym doradcy rozpocząć rozmowę z klientem od przypomnienia takiego zapisu i przedstawienia możliwych rozwiązań. Sprawę też należy załatwić szybko i sprawnie.
*Nasz rozmówca jest członkiem zarządu jednego z polskich banków






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!