Tak firma Misiaka opłakuje straty po aferze
"To koszmar. Trudno, zarobię gdzie indziej". Tak prezes firmy Work Service - która za państwowe dotacje miała pomóc tracącym pracę stoczniowcom - opłakuje głośny kontrakt. Ale Tomasz Misiak - senator pracujący nad ustawą stoczniową i współwłaściciel Work Service - nie rwie włosów z głowy. Mówi, że kontrakt był tylko projektem non-profit.
- Miliony kary za zerwanie umowy z firmą Misiaka
- Platforma dostała kompleksu Misiaka
- Misiak: Włożyłem palec między drzwi
- Schetyna nie chce powrotu Misiaka do PO
- Senator Misiak kontratakuje i pozywa
- Misiak myśli o powrocie do PO
- Misiak: Moja firma jest czysta
- Stoczniowe interesy narzeczonej Misiaka
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Wydaje mi się, że wszystko, co się wydarzyło, to Matrix i że to tylko koszmarny sen. Tylko dlatego, że facet, który zasiada w parlamencie, posiada akcje mojej firmy i podniósł rękę za likwidacją stoczni, musiałem zrezygnować z kontraktu" - mówi DZIENNIKOWI Tomasz Szpikowski, prezes Work Service. "Trudno, zarobię pieniądze gdzie indziej" - dodaje.
>>>Miliony kary za zerwanie umowy z firmą Misiaka
Problem w tym, że Tomasz Misiak utrzymuje, że firmie Work Service wcale nie zależało na pieniądzach, gdy podpisywała umowę, na podstawie której spółka miała świadczyć usługi
doradcze w ramach zwolnień w stoczni. "Kontrakt zawarty między Work Service SA a Agencją Rozwoju Przemysłu w związku z tzw. ustawą stoczniową miał mieć charakter projektu
non-profit" - przekonuje w wyjaśnieniach prasowych.
Jedno jest pewne - od teraz usługodawcą w zakresie szkoleń i pośrednictwa pracy dla zwolnionych ze stoczni, będzie tylko firma DGA. Gdy wyszło na jaw, że senator, który likwidował
stocznie, jest jednocześnie współwłaścicielem firmy zarabiającej na tej likwidacji, w prasie pojawiły się informacje, że Work Service może żądać odszkodowania za zerwanie kontraktu.
Tak jednak nie będzie.
>>>Stoczniowe interesy narzeczonej Misiaka
"Byliśmy tylko poddostawcą DGA. Postanowiliśmy wycofać się z projektu, żeby już nie robić zamieszania. Zrobiliśmy to dobrowolnie i z naszej inicjatywy. Spisujemy właśnie
porozumienie, w którym przekazaliśmy i ludzi i cały nasz sprzęt dla DGA. Nie chcemy żadnych pieniędzy czy odszkodowań" - mówi DZIENNIKOWI Szpikowski.























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!