Polski kierowca z Luton osierocił dwoje dzieci
24-letni Mariusz z Mławy, który w sobotę zabił siebie i cztery inne osoby na autostradzie M1 niedaleko Luton, zostawił w Polsce żonę i dwójkę dzieci. "Był ostatnio w dużym stresie, może dlatego spowodował wypadek" - mówią znajomi Polaka z Leicester.
- Ksiądz zginął przez sedes
- Polak zabił pięć osób. Jechał pod prąd
- Cztery osoby spłonęły na autostradzie
- Ksiądz prowadził pijany, bo... bolał go ząb
- Polak przejechał 10 km pod prąd autostradą
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Feralnej nocy polski kierowca wracał do Leicester, w środkowej Anglii. Kilka miesięcy temu do Polski wróciła jego 22-letnia żona z dwójką dzieci. Od tego czasu mieszkał na Wyspach sam. Razem z kilkorgiem znajomych wynajmował w Leicester dom.
>>>Polak zabił pięć osób. Jechał pod prąd
"Wiem, że miał ostatnio trochę problemów ze współlokatorami. One spędzały mu sen z powiek. Miał coś w tej sprawie załatwić w lokalnym urzędzie. Może dlatego nie był wystarczająco skoncentrowany na jeździe" - mówi dziennikowi "Mirror" Sylwia, koleżanka Polaka.
W wyniku sobotniej kolizji pięć osób zginęło na miejscu. Pasażerowie Jaguara, w który uderzyło auto Polaka, to czteroosobowa hinduska rodzina z Londynu - mama, dwoje dorosłych dzieci i wujek. Wracali ze spotkania rodzinnego w środkowej Anglii. Jak donosi brytyjski dziennik, brat i siostra mieli na ten rok zaplanowane wesela.
"Zginęło kilkoro cudownych ludzi. Jedyne, co na razie czujemy, to złość" - mówili mediom członkowie rodziny z Londynu.
Brytyjskiej policji wciąż nie udało się ustalić, dlaczego feralnego dnia Polak jechał pod prąd. "Być może zmyliły go znaki o pobliskich robotach drogowych, albo źle się poczuł" - spekuluje inspektor Colin Bonnor z lokalnego wydziału policji drogowej.
Policja wciąż apeluje do świadków zdarzenia o pomoc w śledztwie. "To jeden z najtragiczniejszych wypadków, jakie widziałem w ciągu trzydziestu lat pracy. Nic nie można było zrobić" - wspomina kolizję jeden z sanitariuszy. "Odłamki z wraków samochodów można było znaleźć kilkanaście metrów od miejsca zderzenia" - dodaje.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!