Urzędnicy ściągają porno
Firmowe komputery są pełne filmów i zdjęć pornograficznych i ściąganych z internetu pirackich programów. "W niektórych firmach pracownicy prowadzą nawet nieformalne wypożyczalnie hitów" - opowiada Maciej Karmoliński z firmy AuditPro, która skontrolowała kilkaset firm.
- Mucha oddwiedza videokabiny w sex-shopie
- Spowiedź 32-letniego erotomana
- Porno pisma znikną z kiosków?
- Policjanci zamiast się uczyć, kręcą pornole
- Na filmach w internecie zarobił 200 tysięcy
- Urzędniczka: Pani nie żyje od 10 lat
- Z planu filmu porno na porodówkę
- Nie zostaną ukrani za pornograficzny prezent
- W Media Markt można zobaczyć film porno
- Chińczycy podrabiają... włoskie wino
- Pójdzie siedzieć za Kazika?
- Pornobiznes prosi o rządowe wsparcie
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-30

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Firma AuditPro sprawdziła w sumie 6 tysięcy komputerów. Wnioski z audytu są zatrważające.
W sprzęcie używanym przez pracownika jednego z urzędów informatycy znaleźli kilkaset gigabajtów pornosów. "Takiej wideoteki jeszcze nie widziałem. Kilkaset filmów i filmików
było uporządkowanych alfabetycznie, według nazwisk autorów i rodzajów pokazywanego tam seksu" - mówi Karmoliński z firmy informatycznej AuditPro.
"Urzędnik w ogóle nie przejmował się, że te nielegalne filmy ściągnął na komputer firmowy. Wpadł, bo sprzęt był tak przeciążony, że poprosił informatyków o jego sprawdzenie.
Wtedy oni odkryli, co trzyma na komputerze" - dodaje ekspert.
Skala problemu wydaje się na tyle duża, że dostrzegło ją Ministerstwo Finansów. Resort w zeszłym roku zarządził sprawdzenie zawartości serwerów i komputerów pracowników z kilku
urzędów. W efekcie prokuratura postawiła zarzuty piractwa komputerowego kierownikowi oddziału wdrożeń i administrowania systemem informatycznym oraz administratorowi sieci w gdańskiej izbie
skarbowej.
Fachowcy z AuditPro szacują, że do podobnych praktyk wykorzystywanych jest blisko 40 procent komputerów w urzędach i 28 procent w firmach prywatnych.
"Jesteśmy zaskoczeni nie tylko skalą tego problemu, ale też pomysłowością pracowników" - dodaje Karmoliński. Podczas audytu znaleziono nie tylko pornografię, pirackie filmy
i muzykę, ale także kilkaset niezwykle drogich specjalistycznych programów, np. wart kilkaset tysięcy złotych program służący... do projektowania samolotów. Jedna z urzędniczek w swoim
sprzęcie miała program dla architektów. Okazało się, że ściągnął go z sieci jej syn, student architektury.























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!