"Wróciłem z Meksyku, nikt mnie nie badał"
"Mogłem do Polski przywieźć epidemię" - mówi marynarz Marek Dzięgielewski, który wrócił z Meksyku tydzień temu i nikt nie sprawdził, czy jest zarażony świńską grypą. Był na lotniskach w Meksyku, Frankfurcie, Berlinie. Do Polski wjechał samochodem, a dzień wcześniej spacerował po Mexico City.
- 90 procent Polaków może złapać grypę
- Polscy turyści chcą złapać świńską grypę
- Co trzeba wiedzieć o świńskiej grypie
- Świńska grypa w Polsce? To nieuniknione
- Podejrzany Meksykanin wyłapany na Okęciu
- Kopacz: To nie była świńska grypa
- Szpitale nieprzygotowane na świńską grypę
- Epidemiolog: Świńska grypa dotrze do Polski
- Szczepionka za dwa miesiące, ale nie u nas
- Kopacz: Zaszczepieni mają szanse przetrwać
- Świńska grypa ma konta na Naszej-klasie
- Wojsko pomoże zwalczyć świńską grypę
- Nikt nie biega po ulicy, szukając leków
- Szpitale nie przyjmują zarażonych grypą
- Polska przygotowuje się na epidemię
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-30

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Daniel Walczak: Wrócił pan z Meksyku. Czy ktokolwiek sprawdzał pański stan zdrowia na granicy?
Marek Dzięgielewski*: Nie! Gdybym był chory, ta grypa dawno byłaby już w Polsce. Zaraziłbym wiele osób. Dlatego zdenerwowała mnie minister zdrowia, według której nie grozi nam
epidemia. Ja jestem już tydzień w domu, czuję się dobrze, czyli jestem zdrowy, ale chodziłem po Mexico City.
Kiedy Pan wracał?
Pracuję na statkach obsługujących platformy wiertnicze w okolicach Ciudad del Carmen. Zszedłem na ląd 17 kwietnia, a 19 byłem w Mexico City. I kilka godzin z kolegami chodziłem po tym
mieście, bo chciałem je sobie obejrzeć. Mogłem się zarazić.
Urządza pan sobie spacer po zarażonym mieście?
Ja dopiero w Polsce dowiedziałem się wszystkich szczegółów. W Mexico City panowała cisza i spokój, a na lotnisku widziałem dosłownie jedną osobę w maseczce na twarzy i myślałem, że
młodzież po prostu wzoruje się na Michaelu Jacksonie. Dopiero z polskiej telewizji dowiedziałem się, że chodzi o epidemię.
Nie było żadnych kontroli na lotnisku?
W Meksyku żadnych. Po lądowaniu we Frankfurcie - tylko antynarkotykowa, jak zwykle. Potem leciałem do Berlina i w kolejce do odprawy był tłok, mógłbym zarazić wiele osób. Z Berlina
wróciłem do Polski samochodem jako kompletnie anonimowa osoba, nikt nie wiedział, gdzie byłem zaledwie kilka dni wcześniej. I jak w tej sytuacji można twierdzić, że epidemia nam nie
grozi?
Ale jest pan zdrowy?
Tak, czuję się dobrze. Do lekarza nie poszedłem, bo gdybym był chory, to już miałbym objawy.
Wróci pan do pracy w Meksyku?
Tak, za pięć tygodni, pracujemy w sześciotygodniowych zmianach. To dobra praca, a dzięki mediom już wiem, na co uważać. Będę unikać tłumów, a gdybym tylko się źle poczuł, od razu
pójdę do lekarza. Nie boję się, każdemu jest coś pisane, a gdybym się bał, to nawet do samolotu nie powinienem wsiadać, bez względu na epidemię.
p
*Marek Dzięgielewski - polski marynarz, pracuje w Meksyku od 3,5 roku. Wrócił do Polski tydzień temu, po wypowiedziach minister zdrowia Ewy Kopacz zgłosił się natychmiast do Kontakt TVN24






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!