Polska niegotowa na epidemię groźnej grypy
Świńska grypa, która zabiła już prawie 150 osów w Meksyku, dotarła do Europy. Lekarze z Zielonej Góry zatrzymali w izolatce kobietę, która wróciła z Meksyku. Podejrzewają przeziębienie, ale wolą to sprawdzić. Niestety, okazuje się, że nie jesteśmy w ogóle przygotowani na epidemię.
- Świńska grypa ma konta na Naszej-klasie
- Wojsko pomoże zwalczyć świńską grypę
- Nikt nie biega po ulicy, szukając leków
- Ponad 140 ofiar zabójczej świńskiej grypy
- "Grypa atakuje. Nie ma czasu do stracenia"
- Miecugow: Nikt nas nie broni przed epidemią
- Podejrzany Meksykanin wyłapany na Okęciu
- Kopacz: To nie była świńska grypa
- Kopacz: Zaszczepieni mają szanse przetrwać
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Hiszpański resort zdrowia potwierdził oficjalnie pierwszy przypadek tej choroby. 17 osób jest pod obserwacją lekarzy. Pięciu chorych umieszczono w izolatkach w Danii, kolejne dwie osoby w Szkocji. Większość z nich zachorowała po powrocie z Meksyku. Ze strony WHO już od soboty płyną ostrzeżenia o możliwości pandemii. W Polsce minister zdrowia Ewa Kopacz zapewnia, że wszystko jest pod kontrolą. Sprawdziliśmy: przeciw świńskiej grypie polska administracja wystawiła... ulotki. Nikt nie próbuje nawet sprawdzić, kto wraca do Polski z Meksyku.
>>> Podejrzany Meksykanin wyłapany na Okęciu
"Nie ma pandemii ani epidemii, ani żadnego przypadku zachorowania na świńską grypę w Polsce. Gdyby się cokolwiek wydarzyło, jesteśmy przygotowani" - zapewnia Ewa Kopacz. Jednak Ministerstwo Zdrowia ma zapas leku uważanego za najskuteczniejszy tylko dla niecałych 5 proc. Polaków. Tymczasem Światowa Organizacja Zdrowia zaleca, by zapasy wystarczyły dla 20 proc. ludności.
>>> Ponad 140 ofiar świńskiej grypy
Tylko łut szczęścia może zapobiec przywiezieniu do Polski wirusa. Przede wszystkim nikt, ani MSZ, ani główny inspektor sanitarny, nie wie, ilu Polaków jest w Meksyku, a właśnie ci ludzie mogą być potencjalnym źródłem pandemii. "Nie mamy tych danych" - przyznaje Piotr Olszyński, radca w polskiej ambasadzie w Meksyku. "Nikt nie prosił nas o ich zebranie" - dodaje.
Powracający Polacy w większości przypadków trafią do Polski samolotem. Lotniska to ostatnia i jedyna bariera na drodze wirusa, ale równocześnie najsłabsze ogniwo łańcucha zabezpieczeń. Na żadnym polskim lotnisku nikt nie szuka wśród pasażerów tych, którzy rozpoczęli podróż w Meksyku i po wielu przesiadkach trafili w końcu do Polski.
>>> Koncerny farmaceutyczne zarabiają na świńskiej grypie
"Takich zbiorczych informacji nie ma w systemie komputerowym" - mówi nam Jakub Mielniczuk z Polskich Portów Lotniczych. Jednak takie dane można zebrać w kryzysowej sytuacji. "Są np. na bagażu. Wystarczy zlecić pracownikom, by ustalili, skąd on przybywa i do kogo należy" - mówi Marek Poławski, dyrektor w firmie LOT Ground Service zajmującej się bagażami. Polskie Porty Lotnicze mogłyby zażądać takiej akcji od LGS i innych podobnych firm, ale... nie poprosił o to Generalny Inspektorat Sanitarny. Nic dziwnego, bo o tym sposobie GIS dowiedział się dopiero od DZIENNIKA. "Pierwszy raz o tym słyszę" - mówi Andrzej Wojtyła, szef GIS.
Lepiej zorientowany jest personel Rządowego Centrum Bezpieczeństwa - oni wiedzą, że istnieje możliwość zdobycia danych o pasażerach wracających z krajów zagrożonych epidemią. Wiedzą, ale... z tej metody nie korzystają. "Na razie zagrożenie nie jest tak duże" - mówi dr Przemysław Guła z Rządowego Centrum Bezpieczeństwa.
>>> Zobacz, gdzie atakuje świńska grypa
Natomiast już w Niemczech na to samo zagrożenie patrzy się inaczej. Klinika portu lotniczego pracuje pełną parą. Badany jest każdy, kto przyleciał z Meksyku. Po siedmiu godzinach służby wiedzą, kto choruje na grypę.
Na polskich lotniskach pasażerów czekają ulotki nakłaniające do higieny osobistej oraz zgłoszenia się do lekarza w razie jakichkolwiek dolegliwości. Podejrzanie kaszlących podróżnych mają wyłapywać funkcjonariusze Straży Granicznej. "Nie jesteśmy przeszkoleni do weryfikowania, kto jest chory, a kto nie" - mówi nam Agnieszka Golias, rzeczniczka Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej. Istnieją lepsze sposoby: skanery reagujące na podwyższoną temperaturę ciała, czyli osoby z gorączką. Mają je m.in. porty w Niemczech, USA, Japonii, Wielkiej Brytanii, a nawet w Czechach. Nie ma jednak co liczyć, że pojawią się w Polsce. "Nie są potrzebne" - twierdzi Jakub Mielniczuk z PPL, argumentując, że piszczą, nawet gdy przechodzi przez nie osoba z lekko podwyższoną temperaturą.
Jeśli osoba zarażona wirusem świńskiej grypy przedostanie się na teren Polski, lekarze rozłożą ręce. Nie dostali wytycznych z resortu zdrowia, nie wiedzą, jak leczyć chorych.























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!