Angielski bez klucza niestraszny
Wtorek był kolejnym dniem moich maturalnych potyczek. Po traumatycznym poniedziałku, gdy po egzaminie z polskiego wyszłam z sali ze łzami w oczach, było łatwiej. Pisząc test z angielskiego, nie musiałam się bowiem zastanawiać nad kluczem, w który muszę trafić, odpowiadając na pytania.
- Wyjątkowa matura z języka, bo bez zgrzytów
- Unieważnią maturę przez księdza?
- Maturzysto, dziś musisz wyłączyć rozum
- Cały czas starałam się trafić w klucz
- Maturzysta musi znać ustawy na pamięć
- "Maturzyści, nie piszcie oryginalnie"
- Test zbyt łatwy. Gdzieś był w nim haczyk
- Ten maturzysta pisał test w plażowym stroju
- Dziś na maturze chemia i historia muzyki
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Mogłam wreszcie polegać tylko na swojej wiedzy i umiejętnościach. Spokojnie, jedno po drugim wykonywałam kolejne polecenia z arkusza egzaminacyjnego.
Swoją drogą to ciekawe, że zupełnie niestraszny wydaje mi się egzamin z języka obcego, a najwięcej obaw jest związanych z maturą z ojczystej mowy. Fakt: uczę się angielskiego od 6 lat, słucham na okrągło amerykańskich piosenek, oglądam nałogowo filmy, ale z pewnością ciągle lepiej radzę sobie z polskim. Dlaczego więc egzamin z wyuczonego języka wydaje mi się o niebo łatwiejszy? Coś tu chyba nie gra...
Muszę się do czegoś przyznać: cały czas obsesyjnie myślę o poniedziałkowym egzaminie z polskiego. Jeszcze raz zastanawiam się, czy zrozumiałam intencje autorów klucza i czy wstrzeliłam się we właściwy model odpowiedzi. Gorączkowo sprawdzam kolejne wzorcowe odpowiedzi, które jak grzyby po deszczu pojawiają się w internecie, i próbuję je porównać do tego, co sama napisałam.
Czuję się jak schizofreniczka. Z jednej strony oceniam moją pracę zupełnie obiektywnie, wyrwaną z maturalnego kontekstu. Z drugiej strony myślę o niej w zupełnie innych kategoriach: jak będą na nią patrzeć egzaminatorzy z kluczem w ręku. Dodatkowo czuję do siebie obrzydzenie. Bo musiałam napisać, że Jan Kochanowski wielkim poetą był, choć myślę, żę byli lepsi od niego. Ale gdybym się do tego przyznała, nie miałabym cienia szansy na zaliczenie matury. Tam nie ma bowiem miejsca na wyrażanie własnych myśli. Liczą się okrągłe wypowiedzi typu: „wybitny poeta renesansowy”. Pisałam na zamówienie i to mnie brzydzi. Pocieszam się jedynie myślą, że Szymborska też, w czasach komunizmu na pewno nie lubiła realiów, w których żyła, ale je wychwalała. Bo tego od niej oczekiwali.
Kiedy jednak nie zaliczę matury i nie dostanę się na wymarzoną historię, ta myśl mnie nie uratuje. Czuję się tak zniechęcona, że nie mam już nawet energii, żeby się uczyć do WOS i historii. Polski mnie totalnie dobił.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!