Dziewięciolatki chore na anoreksję

Klara Klinger | 2009-05-22 20:32 | Aktualizacja: 00:47
Dziewięciolatki chore na anoreksję

Dziewięciolatki chore na anoreksję (Fot. Monkey Business ImagesShutterst / Inne)

Na anoreksję zapadają w Polsce coraz młodsze dzieci. Jeszcze niedawno ta śmiertelna choroba dotykała głównie nastoletnie dziewczyny. Teraz do gabinetów psychiatrycznych trafiają nawet kilkuletnie dzieci, które intensywną głodówką doprowadziły się na skraj wycieńczenia.



Doktor Halina Flisiak-Antonijczuk z Wrocławia leczyła ostatnio z anoreksji 9-letnią dziewczynkę. Jej rodzice, wykształceni wrocławianie, bardzo dużo pracowali. Dziewczynką zajmowała się babcia, która ciągle dopytywała się, czy wnuczka nie jest głodna, i podsuwała jej smakołyki. Pewnego dnia 9-latka usłyszała od szkolnych kolegów, że jest gruba. Bardzo ją to zabolało, więc zaczęła dietę. Chudła w oczach tak szybko, że zaniepokojeni rodzice zgłosili się po pomoc do lekarki.

>>>WSTRZĄSAJĄCE WYZNANIE ANOREKTYCZKI

"Kiedyś 9-latki bawiły się lalkami, a teraz dojrzewają znacznie szybciej. I nie bawią się już w dom, tylko interesują modą i tym, jak atrakcyjnie wyglądać. Zdarza się również, że małe dziewczynki wstydzą się tego, że rosną im piersi czy zaczyna się miesiączka. I dlatego zrobią wszystko, by zachować wygląd dziecka" - mówi dr Flisiak-Antonijczuk. Do jej gabinetu trafiają często mali pacjenci przysyłani przez lekarzy pediatrów. Dzieci mają regularne bóle brzucha, gwałtownie chudną, a rodzicom nawet nie przyjdzie do głowy, że może chodzić o anoreksję. "Problem w tym, że u tak małych dzieci bardzo trudno jest leczyć anoreksję. One nie są w stanie rozumieć relacji przyczynowo-skutkowych. Dlatego zupełnie nie trafiają do nich argumenty, że głodzenie się grozi śmiercią" - tłumaczy lekarka.

Coraz młodsze dziewczynki leczy także doktor Mirosław Dąbkowski, psychiatra z Torunia. Według niego w większości przypadków choroba ma ścisły związek z problemami w rodzinie, choć często jej członkowie nie mają nawet pojęcia, że dzieje się coś złego. "Bywa, że relacje są tak dobre, że aż toksyczne" - opowiada Dąbkowski. I wylicza: dzieci wpadają w anoreksję z poczucia winy. Wydaje im się np., że to one ponoszą odpowiedzialność za to, że rodzice się kłócą, aby się za te wyimaginowane winy ukarać, przestają jeść. Zdarza się również, że przyczyną choroby jest brak akceptacji rówieśników. "A dzieci uważają, że jeśli tylko zmienią coś w swoim wyglądzie, to natychmiast zyskają znajomych" - tłumaczy psychiatra.

>>>Śmierć z głodu dla bikini

Właśnie tak zachorowała 21-letnia teraz Teresa. Jako nastolatka spędzała czas nad książkami, coraz rzadziej wychodziła z domu, aż wreszcie znajomości się urwały. "W pewnym momencie poczułam, że może to z powodu mojego wyglądu nie jestem akceptowana przez ludzi. Raz siedziałam w wannie i zobaczyłam, że mam na brzuchu fałdki. Uznałam, że gdy je zlikwiduję, moje życie się poprawi" - opowiada dziewczyna. Przy wzroście 166 cm ważyła 55 kilogramów. Zaczęła obsesyjnie ćwiczyć: wspinaczka, tańce, siłownia, biegi i drakońska dieta. "Powoli wygląd stawał się moją obsesją. Ludzie mówili: Jak ty, dziewczyno, wyglądasz? Masz przeraźliwie chude ręce! Ale nie zwracałam na to uwagi" - opowiada Teresa. Dopiero gdy waga pokazała trzydzieści parę kilo, uznała, że ma problem. Pomoc znalazła w gabinecie psychiatrycznym. Dopiero tam zrozumiała, że przez całe życie robiła wszystko, by zadowolić wymagającego ojca. Uczyła się, bo bała się go zawieść. A kiedy przestała dostawać tylko dobre oceny, całkiem się załamała. Uznała, że jedyną dziedziną, nad którą całkowicie panuje, jest odchudzanie. Trwające 2 lata leczenie pomogło: w tej chwili Teresa waży 50 kg i bardzo pilnuje, by więcej nie przytyć.

>>>Niebezpieczna moda na odchudzanie w ciąży

Według specjalistów z roku na rok anorektyków jest coraz więcej. Być może dlatego, że Polacy coraz więcej wiedzą o tej chorobie i szybciej szukają pomocy. Ale - jak mówi dr Dąbkowski - często do lekarza trafiają osoby w stanie krytycznym. Zdarzają się nawet obrzęki głodowe. "Niestety, często rodzice nie chcą zauważyć problemu. Zwłaszcza że krańcowe wychudzenie często łączy się z dużą aktywnością fizyczną. Dziecko ćwiczy, angażuje się w wiele spraw i nie sprawia wrażenia chorego. Wtedy leczenie jest bardzo trudne" - mówi Mirosław Dąbkowski.





Klara Klinger

Autorem tekstu jest

Klara Klinger

Zobacz inne teksty autora »

Źródło: dziennik.pl
Podziel się:
Znajdź Dziennik.pl na:FBgoogle plusetwitter

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!
Prognoza pogody i program TV