Dlaczego polscy bandyci czują się bezkarni
Na liście 100 najbardziej poszukiwanych przestępców z Europy i USA jest pięciu Polaków. Niestety, nasi bandyci - w przeciwieństwie do ich zagranicznych "kolegów" - nie boją się zdemaskowania na ulicy czy donosu sąsiada. Przez bałagan prawny nie publikuje się zdjęć tych oprychów.
- Zabił Brytyjkę, bo kazali mu kosmici
- Poseł oskarżony o kłamstwo lustracyjne
- Przebrani za policję gangsterzy odbili kompanów
- Gangsterzy zamieniają się w bankierów
- Gnali przez miasto z człowiekiem na masce
- Oto nowa zabójcza broń polskiej policji
- Lot skazańców wylądował w Warszawie
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-30

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Ukrywający się za granicą groźni polscy przestępcy, którzy trafili na listę stu najbardziej poszukiwanych w Europie i Stanach Zjednoczonych, w Polsce mogą spać spokojnie. Powód? Policja
boi się publikować listy gończe w internecie, tłumacząc, że nie zlecają im tego sądy i prokuratury.
Poszukiwana przez policje całej Europy piątka Polaków to bardzo groźni przestępcy - sprawcy morderstw, brutalnych napadów, gwałtów i rozbojów. Wszystkie popełnili w kraju, po czym
uciekli za granicę.
Ich wizerunki pojawiły się na stronie "Crimestoppers" - brytyjskiej organizacji non profit, która we współpracy z tamtejszą policją publikuje informacje na temat najbardziej
niebezpiecznych przestępców: oprócz ich wizerunków, także nazwiska, daty urodzenia, szczegóły popełnionych zbrodni, a nawet opisy tatuaży. Wszystko to ma pomóc w ich schwytaniu.
Jak się jednak okazuje, to, co od dawna praktykowane jest za granicą, w Polsce natrafia na poważne przeszkody. Efekt - na stronach polskiej policji umieszczono zdjęcie tylko jednego z pięciu
poszukiwanych za granicą bandytów.
"Decyzję o opublikowaniu danych osoby poszukiwanej wraz ze zdjęciem musi podjąć ten, kto wystawił list gończy. Czyli sąd lub prokuratura. Bez tego nic nie możemy zrobić" -
mówi Tadeusz Kaczmarek z mazowieckiej policji.
Sędziów dziwią takie tłumaczenia. "Wyjaśnianie, jak ma być opublikowany list gończy, ma taki sam sens jak napisanie, że przestępca ma być złapany po pościgu samochodem lub
rowerem" - ironizuje sędzia Jarema Sawiński z Krajowej Rady Sądownictwa.
Zdziwienia nie kryje też wiceprezes "Crimestoppers International" Michael Gordon-Gibson. "To mocno utrudnia ściganie przestępców. Jak ktoś ma wiedzieć, że na
przykład w jego sąsiedztwie mieszka poszukiwany przestępca?" - mówi.
Okazuje się jednak, że policjanci wcale nie popełniają błędu. Zgodnie z zaleceniem Ministerstwa Sprawiedliwości publikację listu gończego w internecie może polecić jedynie sędzia lub
prokurator. "Rzeczywiście, istnieje takie zalecenie" - potwierdza Katarzyna Szeska z Prokuratury Krajowej. "Mogę tylko apelować do kolegów, by korzystali z niego jak
najczęściej" - dodaje.
Jednak zdaniem ekspertów sytuacja zmieni się dopiero po znowelizowaniu kodeksu postępowania karnego, który pozwala na publikowanie zdjęć przestępców w prasie i telewizji, ale nic nie mówi o
internecie.
"To niedopatrzenie. Nie dziwię się, że policjanci nie umieszczają listów w internecie, bo nie chcą mieć kłopotów. Dlatego potrzebna jest nowelizacja kodeksu" - twierdzi
Marian Filar, poseł i profesor prawa karnego. "Wystarczy w ogóle zrezygnować z wymieniania sposobów publikacji i sprawa będzie załatwiona".






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!