Polscy żołnierze odpruwają orły z mundurów
Do tej pory Polacy walczący w Afganistanie nosili amerykańskie naszywki. Przypinali sobie słynnego "krzyczącego orła", bo podlegali 101. Dywizji Powietrznodesantowej. Ale teraz kazano im oderwać orły od mundurów. Komu przeszkadzała amerykańska odznaka?
- Polacy na celowniku afgańskich talibów
- Generał Polko szuka najemników
- Wrócił z Afganistanu i postanowił się zabić
- Więcej polskich żołnierzy w Afganistanie
- Żołnierze z Nangar Khel nosili trupie czaszki
- Zmiany w dowództwie misji w Afganistanie
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Dla wielu Polaków walczących w Afganistanie naszywka z "krzyczącym orłem" była powodem do dumy. Jak przypomina "Gazeta Wyborcza", to odznaka słynnej 101. Dywizji Powietrznodesantowej. Jej żołnierze lądowali w Normandii w czerwcu 1944 roku. O niej opowiadał doskonały serial "Kompania braci". I tej jednostce podlega polski kontyngent w Afganistanie.
Naszywkę nosili prawie wszyscy, choć były też głosy krytyczne. "Pierwsi przyszyli je ci, którzy nigdy na oczy nie widzieli spadochronu. Zakompleksieni wobec komandosów i Amerykanów" - mówi gazecie komandos z 6. Brygady Desantowo-Szturmowej. "Mnie wystarczy naszywka mojej jednostki" - podkreśla.
Ale dowódca Polskich Sił Zadaniowych w prowincji Ghazni, płk Rajmund Andrzejczak pozwolił na noszenie amerykańskiego emblematu. Uważał, że łączy to walczących żołnierzy z Polski i USA. "Pozwala na znalezienie wspólnego mianownika. Restrykcyjne podejście do symboliki wojskowej nie jest zasadne" - mówił.
>>>Polacy na celowniku afgańskich talibów
Ale nagle zmienił decyzję. Nowym rozkazem odwołał swoją decyzję przyzwalającą na noszenie naszywki. Nieoficjalnie "Gazeta Wyborcza" dowiedziała się, że zadecydował MON.
Ale walczących w Afganistanie oburzają takie informacje. "Płk Andrzejczak podejmuje decyzje adekwatne do warunków w Afganistanie, a nie wyobrażeń urzędnika za biurkiem w Warszawie, który usłyszał o krzyczących orłach i się przestraszył, że może być z tego afera" - złości się oficer z dowództwa polskiej armii.
Sam płk Andrzejczak nie tłumaczy się ze swojej decyzji.























~jacko2010-08-21 06:47
Bardzo sluszna decyzja. Nie mamy sie czego wstydzic i wcale nie musimy sobie przyszywac czyjis zaslug. Brawo dla Pulkownika Andrzejczaka !
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!