Afera wybuchła w połowie zeszłego tygodnia, gdy w radiowej ”Jedynce” wywieszono nowy grafik dyżurów tzw. serwisantów, czyli dziennikarzy czytających wiadomości. Ci, którzy go oglądali, szybko zorientowali się, że w żadnym z porannych pasm antenowych nie ma kobiet. Ich nazwiska pojawiają się dopiero... po godzinie 14.

Wśród dziennikarek zawrzało. "To absolutny skandal. Przede wszystkim dlatego, że poranne pasma są bardziej prestiżowe i lepiej płatne, więc na decyzji dyrekcji stracimy finansowo. Będziemy teraz prowadzić wieczory i nocki, kiedy słuchalność spada, a i wycena naszej pracy jest niższa” - mówi anonimowo jedna z nich. Inne dodają, że zakaz występów na porannych i przedpołudniowych dyżurach właściwie pozbawi je życia rodzinnego: nie będą w stanie odebrać dzieci z przedszkola ani położyć ich do snu, nie mówiąc już o zjedzeniu wspólnej kolacji.

Dziennikarki próbowały już interweniować u swoich przełożonych, ale nic nie wskórały. Na otarcie łez szefowie pozwolili im jedynie brać poranne dyżury... w weekendy. ”Jest to rozporządzenie dyrekcji, która uznała, że męskie głosy są po prostu bardziej wiarygodne i lepiej brzmią” - tłumaczy Michał Chomyszyn, kierownik działu Wiadomości w PR.

Znawcy mediów nie mają jednak wątpliwości, że to bzdurne wyjaśnienia. "To seksizm w czystej postaci" - mówi prof. Maciej Mrozowski. Medioznawca przyznaje, że rzeczywiście na przełomie lat 80. i 90. prowadzono badania, z których wynikało, że męski głos na antenie kojarzy się słuchaczom z większym autorytetem, jednak szybko z nich zrezygnowano. ”Bo gdyby w ten sposób rozumować, to można by uznać, że kobiety są głupsze. A przecież media publiczne nie powinny promować takich poglądów. Ich misją jest przełamywanie stereotypów, a nie ich pogłębianie. A do tego sprowadza się przecież zakaz prowadzenia porannych wiadomości przez kobiety” - oburza się.

Inni dziennikarze, słysząc o decyzji dyrekcji publicznego radia, pukają się w czoło. ”Nie warto nawet z tym dyskutować, bo przecież jest jasne, że jedni wolą kobiece głosy inni męskie. A tak naprawdę powinno się liczyć jedynie to, co ten głos ma do powiedzenia" - mówi Monika Olejnik, która dziennikarską karierę zaczynała w radiowej "Trójce".

Jeszcze ostrzej krytykują sprawę prawnicy. "To jawna dyskryminacja. Nie można bez ważnej przyczyny zmienić nikomu warunków pracy na gorsze. A taką przyczyną z pewnością nie jest czyjeś przekonanie, iż mężczyźni brzmią na antenie lepiej” - mówi mecenas Waldemar Gujski, specjalista od prawa pracy.

Dyrekcja Polskiego Radia pozostaje nieugięta. – Zawsze była tradycja, że w ”Sygnałach Dnia” serwisy czytali mężczyźni – mówi ļeata ļiały, zastępca dysrektora radiowej ”Jedynki”.