Nakręcili porno z naszych pieniędzy
Treści satanistyczne i dużo erotyki ocierającej się o pornografię wydawałoby się świetną receptą na kasowy sukces filmu. Mimo tego producenci "Antychrysta" korzystali z dotacji państwowych. Także polskich! Z pieniędzy podatników wydaliśmy na film ponad milion złotych. Są już pierwsze głosy oburzenia.
- Ruch sam nie wie, czy porno mu się opłaca
- Behemoth: Kościół stłamsi "Antychrysta"
- Policjanci zamiast się uczyć, kręcą pornole
- Ile Ruch traci na pornografii?
- Urzędnicy ściągają porno
- Porno pisma znikną z kiosków?
- Żmuda-Trzebiatowska pokazuje pępek
- Dyrektor oglądał porno w szkole
- Kręcenie pornoli to sposób policji na stres
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-30

temp. min 1°C max. 22°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Antychrześcijański", "makabryczny" i "pornograficzny" - to tylko niektóre określenia filmu Larsa Von Triera pt. "Antychryst". Z resztą sam reżyser nie kryje, że produkcja ociera się o pornografię. "Porno to gatunek filmowy. Moim zdaniem nie taki łatwy do zrobienia, jak nam się wydaje. Trzeba mieć na uwadze nie tylko własne perwersje, ale perwersje widzów. To jeszcze nie jest mój pornos, ale wciąż o nim myślę" - mówi DZIENNIKOWI Lars Von Trier.
"Mieliśmy na planie aktora porno, który dublował intymne części ciała Willema Dafoe. Kiedy kręciliśmy scenę, w której ma wytrysk, mieliśmy zabawny incydent. Facet siedział 15 minut pokoju, onanizował się, 80 osób oglądało go na monitorach, on się onanizował, ale nic się nie działo. (...) Wszedłem do jego pokoju i zapytałem: „O co chodzi?”, a on na to, że w filmie porno reżyser daje sygnał, że już może być wytrysk, bez jego komendy się tego nie robi. Teraz wiem już, że jak będę chciał nakręcić pornosa, muszę się nauczyć, że równie ważna jak komenda „akcja!” jest „ejakulacja!” - opowiada Von Trier.
Okazuje się, że na honorarium aktora porno, dorzucił się także utrzymywany z pieniędzy podatników Polski Instytut Sztuki Filmowej. "Potwierdzam, że Instytut współfinansował produkcję. Na wniosek firmy Zentropa Polska przeznaczyliśmy na ten cel 1,007 mln zł" - mówi Anna Godzisz, rzecznik PISF.
Według tzw. priorytetu V mówiącego o koprodukcjach mniejszościowych Instytut może dofinansowywać także filmy zagraniczne z polskim udziałem. Co roku przeznacza pieniądze na kilkanaście takich produkcji. Kto decyduje na jakie? "Z grona ponad 300 ekspertów, ludzi kina, reżyserów, krytyków jest losowany skład komisji oceniającej złożone projekty. Ich pozytywna ocena jest rekomendacją do przyznania dofinansowania przez PISF” - mówi Godzisz.
Te tłumaczenia nie przekonują Tomasza Teluka z Instytutu Globalizacji: "Polski Instytut Sztuki Filmowej powstał, aby promować polskie kino, wspierać debiutantów i dbać o rozwój artystyczny rodzimych twórców młodego pokolenia. Dokładanie się do filmu znanego z nazwiska reżysera filmu produkowanego przez jego prywatną firmę, wybiega poza ramy działania tej placówki i jest daleko idącym nadużyciem.
Nie do zaakceptowania jest także wspieranie przez polską instytucję państwową produkcji treści sprzecznych z normami współżycia społecznego i jawnie antychrześcijańskich" - napisał Teluk w specjalnym oświadczeniu.























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!