Ocalił Szpilmana, więc Żydzi dali mu medal
Kto czytał lub oglądał "Pianistę" wie, ile Władysław Szpilman zawdzięczał oficerowi Wehrmachtu Wilhelmowi Hosenfeldowi. Choć ten ostatni był nazistą, to karmił i ukrywał polskiego pianistę w ruinach Warszawy. Jerozolimski instytut Yad Vashem dał mu za to pośmiertnie medal Sprawiedliwy wśród Narodów Świata.
- Przypomną żydowski świat, który zginął
- Medal dla Niemca, który uratował "Pianistę"
- Historia dobrego Niemca
- Żona Szpilmana: Hosenfeld uratował nie tylko mojego męża
- Syn Szpilmana walczy o dobre imię ojca
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Medal odebrały dzieci Hosenfelda w berlińskim Muzeum Żydowskim. W ceremonii uczestniczyła również wdowa po Szpilmanie i jego syn z wnukami.
"Mój ojciec napisał do Yad Vashem i przed śmiercią w 2000 roku wyraził u notariusza wolę, że chciałby, aby uhonorowano Wilhelma Hosenfelda" - powiedział syn Szpilmana,
Andrzej.
Tym samym Hosenfeld został kolejnym z kilkuset Niemców uhonorowanych tym tytułem. Warto nadmienić, że Niemiec był członkiem NSDAP, a podczas powstania warszawskiego służył m.in. w
niemieckim kontrwywiadzie, zajmując się przesłuchaniami.
Jednak jego obrońcy twierdzą, że zasłużył na tytuł Sprawiedliwy wśród Narodów Świata, bo niejednokrotnie pokazał, że sprzeciwia się temu, co robią Niemcy. Wprawdzie od czerwca 1940 r.
stacjonował w Warszawie jako oficer Wehrmachtu do spraw sportowych, ale jednocześnie pomagał Polakom, dostarczając im fałszywe dokumenty i ratując wiele osób, także Żydów, zatrudniając ich
przy obiektach sportowych.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!