Dziennik.plKraj

Wtorek, 29 maja 2012

Imieniny: Marii Magdaleny, Teodozji, Maksyma

Więzienny spacer w towarzystwie zabójczyń

2009-06-21 | Ostatnia aktualizacja: 01:39 | Komentarze: 0 | skomentuj

Pogoda

POLSKA

Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady: niewielkie opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

James Bond wiecznie żywy

Pozwolono nam wejść do kilku cel. Przypominają pokoje w skromnym internacie. Stoją w nich po dwa piętrowe łóżka. Na oknach, oprócz krat, wysokie blindy uniemożliwiające kontakt ze światem zewnętrznym. Na ścianach mnóstwo fotografii mężczyzn powycinanych z kolorowych pism. Znani aktorzy, piosenkarze i sportowcy. Wokół okrągłego lustra przyczepione do makatki zdjęcia Mariusza Pudzianowskiego, Daniela Craiga, Toma Cruise’a i Przemysława Salety.

W życiu wielu zabójczyń mężczyźni pojawiają się nie tylko na zdjęciach. Te najbardziej bezwzględne ekscytują kryminalistów, a ci, którzy odsiadują niższe od nich wyroki, zawierają w więzieniach małżeństwa z morderczyniami.

Na wewnętrznej stronie drzwi, na wysokości klamki przyklejona tekturowa skrzynka na korespondencję, którą więźniarki chcą wysłać poza ośrodek. Skrzynki zrobiły same, dlatego różnią się kolorem. Do ścian poprzyklejane własnoręcznie wykonane ozdoby. W większości cel prywatne telewizory. W każdej jest też klasyczny "kukuruźnik" wbudowany w ścianę. Ma tylko pokrętło do regulowania głośności. Leci muzyka bądź komunikaty nadawane z więziennego radiowęzła.

W dwóch celach na stole rozrzucone karty do gry. W innych także papierosy. Dużo kosmetyków, szminek, perfum i kobiecych drobiazgów. Trochę prywatnych ubrań. Na półce z książkami horrory, romanse i fantastyka, książki z cyklu "Saga o ludziach lodu". W szufladach poukrywane pamiątki z życia na wolności - kosmyki dziecięcych włosów, zasuszone kwiaty, wstążki. Niekiedy różańce albo napisane własnoręcznie modlitwy - wiele więźniarek wraca podczas odsiadywania wyroku do praktyk religijnych.

Na jednym z łóżek żywy kwiat w doniczce. To cela 40-letniej kobiety z małej miejscowości na Mazowszu. Przebywa tu ledwie od kilku miesięcy. Według wyroku kobieta zabiła sąsiada za to, że molestował seksualnie jej 14-letniego syna. Została potraktowana surowo, ponieważ zbrodni dokonała dwa lata po tym, kiedy miał miejsce pierwszy incydent między mężczyzną a jej synem.

Królowa zbrodni

W sąsiedniej celi siedzi z dożywotnim wyrokiem 34-letnia dziś Małgorzata Rozumecka zwana przez media "królową zbrodni". Ta była studentka resocjalizacji w czerwcu 1997 r. zabiła dwóch dilerów Ery. Miała wówczas 22 lata.

Klasyczna zbrodnia dla zysku. Zaplanowana i wykonana z bezwzględnością. Swoje ofiary zwabiła do lasu w Komorowie pod pozorem kupienia ponad 30 aparatów komórkowych. Rzekomo dla Dyskusyjnego Klubu Filmowego.

Dół dla przyszłych ofiar wykopano już dzień wcześniej. To właśnie nad nim padły strzały. Jeden z dilerów, który przeżył, został dobity uderzeniami łopaty.

Aparaty sprawczyni spieniężyła na targowisku pod Pałacem Kultury i Nauki.

Małgorzata próbowała uciec z zakładu psychiatrycznego w Tworkach, gdzie jak każdy zabójca przebywała na przymusowych badaniach. W ucieczce pomagał jej ojciec, który rzekomo przyszedł do niej w odwiedziny. Miał przy sobie fałszywy paszport dla córki z meksykańską wizą i bilet lotniczy. Pod szpitalem czekało auto z zapalonym silnikiem. Zbrodniarka i jej ojciec zostali złapani, kiedy biegli do samochodu.

Pochodząca z Pruszkowa Rozumecka od wczesnej młodości fascynowała się światem przestępczym. Jako studentka nawiązała bardzo bliską znajomość z czołowymi gangsterami ze swojego miasta: Krzysztofem Pawlikiem, ps. Krzycho, i Januszem Prasolem, ps. Parasol. Swoje zbrodnicze usługi oferowała doświadczonym bandytom.

"Królowa zbrodni" należy do kategorii przestępczyń określanych jako wyrachowane, bezwzględne, władcze.

- Taka Rozumecka jest nie do uratowania - rzucamy do dwójki naszych przewodników.

- Nie możemy patrzeć na nie przez pryzmat tego, co zrobiły - ripostuje Magdalena Goszczyńska-Czub. - Kierujemy się zasadą: przez bramę wszedł przestępca, za bramę wyszedł człowiek - dorzuca.

- Dlatego musimy wyrzucić z pamięci historie, które sprawiły, że te kobiety znalazły się za kratami - wtóruje wychowawca.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że to jedynie deklaracja na użytek mediów.

- To one muszą chcieć się zmienić. My możemy im tylko pomóc pogodzić się z rzeczywistością, rodziną - dopowiada Olchawski.

Jerzy Jachowicz, współpraca: Katarzyna Olczak
Źródło: dziennik.pl
« poprzednia1234następna »

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane galerie:

Wiadomości z Kraju

    «