Zgłosili zaginięcie syna po ośmiu latach
20-letni Łukasz Kania wyszedł z domu 1 grudnia 2001 roku. Rodzicom powiedział, żeby go nie szukali. Ci uszanowali wolę syna przez prawie osiem lat. Liczyli, że w końcu się odezwie. Ale teraz chcą go znaleźć. Nie po to, by wrócił. Ale jedynie, by wiedzieć, czy żyje.
- Powiesił się w komisariacie. Na skarpetce
- Zginął, bo chciał uciszyć imprezę
- Amerykanie szukają swych weteranów w Polsce
- Stu policjantów szukało inwalidy
- Wyłowiono ciało rybaka z zatopionego kutra
- Policja poszukuje zaginionego żołnierza
- Poszukiwana 13-latka nie żyje
- Szukała mamy przez Youtube, pomogą MMS-y?
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Łukasz wychodząc z domu 1 grudnia 2001 miał 20 lat. Był więc pełnoletni i mógł sam decydować o swoim życiu" - mówi "Nowym Wiadomościom Wałbrzyskim" ojciec Łukasza. "Prosił nas również abyśmy go nie szukali, że sam się odezwie" - dodaje.
Rodzice uszanowali jego prośbę przez osiem lat. Ale ich syna do tej pory się nie stało. Stąd decyzja o zgłoszeniu zaginięcia na policję i wynajęciu detektywa. Wcześniej, w 2003 roku ojciec próbował się dowiedzieć, czy Łukasz nie zameldował się gdzieś w Polsce. Ale odpowiedź z Centralnego Biura Meldunkowego była negatywna.
>>>Policja poszukuje kolejnego zaginionego żołnierza
Poszukiwania rozpoczęła już policja. Pracuje też wynajęty prywatny detektyw. Na razie nie znalazł żadnego śladu po chłopaku w Polsce. Dlatego całkiem możliwe, że wyjechał z kraju. Zanim wyprowadził się z domu pracował kilka miesięcy w Niemczech przy winobraniu. Miał więc już wyrobione kontakty. Wziął też ze soba paszport.
Ale żadna hipoteza nie jest wykluczona. "Być może przebywa on w jakiejś grupie wyznaniowej. Niestety musimy brać pod uwagę także samobójstwo lub zabójstwo" - mówi "Nowym Wiadomościom Wałbrzyskim" detektyw Marek Rosiak. Morderca Łukasza mógł się połasić na sporą sumę pieniędzy, którą 20-latek wziął ze sobą.
Rodzice nie tracą nadziei. "Nie chcemy namawiać go do powrotu do domu. Chcemy tylko wiedzieć czy żyje i jest bezpieczny. Wystarczyłaby nawet zwykła karta pocztowa" - mówi "Nowym Wiadomościom Wałbrzyskim" zrozpaczony ojciec.























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!