Samolot LOT-u ledwo wyszedł z burzy
Chwile grozy przeżyło 206 pasażerów samolotu LOT, którzy w sobotę lecieli z Chicago do Warszawy. W maszynę najprawdopodobniej trafił piorun. Samolot zaczął spadać. "Było strasznie. Myślałem, że to już koniec" - mówi DZIENNIKOWI jeden z pasażerów. Maszyna awaryjnie lądowała w Toronto.
- Pasażer boeinga: Nagle zaczęliśmy spadać
- "Burza zrywa słuchawki z głowy pilota"
- Wichury szaleją. Podlasie bez prądu
- Wszyscy z airbusa zginęli w powietrzu
- Wysiadł autopilot. Boeing musiał zawracać
- LOT nie chce nowych Boeingów
- Uważaj na ten samolot, to latający złom
- Palił się samolot Schwarzeneggera
- Oto najbardziej tajemnicze katastrofy
- Wpadka TVN24 ze zdjęciami z katastrofy
- Lot przez Atlantyk stanie się horrorem
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Kłopoty zaczęły się w 70 minut po starcie rejsu numer 002 z lotniska O’Hare w Chicago, w sobotę nad ranem polskiego czasu. Maszyna znajdowała się wtedy już nad Atlantykiem, gdzie szalały silne burze. "Samolotem trzęsło niemiłosiernie. Po kolejnym wstrząsie zrobiło się ciemno, jakby wszystkie systemy elektroniczne przestały działać" - opowiada mężczyzna proszący o zachowanie anonimowości.
Już po chwili światło zapaliło się ponownie. Turbulencjom towarzyszył jednak dźwięk, który świadkowie opisują, "jakby kadłub rozpadał się na części". Rzeczywiście - samolot wtedy gwałtownie opadał: na specjalistycznych amerykańskich portalach lotniczych można znaleźć zapisy informacji radarowych lotu 002 - widać, jak w ciągu trzech minut boeing traci ponad dwa kilometry wysokości.
Według naszego rozmówcy pilot samolotu zorientował się, że wskazania prędkościomierza są nieprawidłowe. Z radarowych zapisów również wynika, że boeing kilka razy raptownie tracił prędkość. Dlatego piloci zdecydowali o awaryjnym lądowaniu w Toronto.
Awaria prędkościomierza oznacza, że samolot był w ogromnym niebezpieczeństwie. Piloci nie wiedzą, z jaką szybkością lecą, a w przypadku utraty prędkości skrzydła tracą siłę nośną i w efekcie maszyna zaczyna spadać. Według ekspertów najprawdopodobniej tak właśnie było z airbusem Air France, który trzy tygodnie temu runął do Atlantyku.
Polskim pilotom udało się opanować samolot, ale musieli jeszcze sprowadzić maszynę na ziemię. "Wiedzieliśmy, że jest źle. Pilot zrzucił paliwo i poinformował, że będziemy lądować awaryjnie" - mówi nasz rozmówca.
W Toronto, gdzie dokonano przeglądu maszyny, usunięto usterkę. Przedstawiciele LOT nie chcieli komentować całego wydarzenia.























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!