Znany kloszard zmarł z fortuną w kieszeniach
Dżimiego Radyjko znało całe Świnoujście. Przez lata przemierzał miasto z radiem na ramieniu. Był "peweksiarzem", zbierał butelki, puszki, makulaturę. Na ulicę trafił, bo nie płacił za mieszkanie. Nikt nie wierzył, że odda długi. Ale prawie mu się udało. Zmarł nagle. A w zawiniątkach miał 24 tysięcy złotych i biżuterię za kolejne dziesięć.
- Testowali szczepionki na bezdomnych
- Postawią pomnik polskiemu włóczędze
- Zmarł słynny obrońca bezdomnych
- Zorganizujemy mundial! Dla bezdomnych
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Nikt się nie spodziewał, że Irek zostawił taką fortunę" - mówi Roman Oczoś, kierownik schroniska dla bezdomnych, gdzie mieszkał ostatnio Ireneusz Jadecki. Tak bowiem naprawdę nazywał się Dżimi Radyjko.
55-letni kloszard był dobrze znany mieszkańcom Świnoujścia. Kiedyś pracował w wodociągach. Ale kilka lat temu trafił na ulice miasta. Przemierzał je z radiem na ramieniu - stąd przezwisko.
W schronisku dla bezdomnych mieszkał od dwóch lat, po tym jak stracił swoje mieszkanie za długi. Obiecywał, że je zwróci, ale nikt w to nie wierzył.
>>>Londyn pozbywa się bezdomnych Polaków
Ostatnio gorzej się poczuł. Trafił do lekarza, ale nie chciał zostać w szpitalu. Kilka dni później źle się poczuł w schronisku. Wezwano karetkę, ale Dżimi zmarł w szpitalu na śpiączkę cukrzycową.
I okazało się, że bezdomny nie był tak biedny, na jakiego wyglądał. W jego rzeczach było 24 tysiące złotych w gotówce i złota biżuteria warta kolejne 10 tysięcy. Był więc blisko splaty długów. Teraz wszystko trafiło do sądowego depozytu. Kto dostanie fortunę? Wzbogaci się zapewne jego rodzina, która pojawiła się na pogrzebie.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!