Pociągi się zderzyły, bo dyżurnej szła karta
2 miliony strat i 22 rannych. Takie były efekty katastrofy kolejowej w Katowicach w październiku zeszłego roku. Teraz wiadomo już jak do niej doszło. Przez nieuwagę dwóch dyżurnych ruchu pociąg Intercity wjechał na tor, gdzie jechał osobowy. Jedna była w tym czasie kompletnie pijana, drugiej akurat szła karta w grze z kolegami.
- Znowu horror na stołecznych dworcach
- Koszmarny wypadek. Cztery osoby nie żyją
- W Słupsku pogrzebią pociągi
- Kolejne ofiary mazurskich jezior
- Wypadła z pociągu, bo było za gorąco
- Pijany maszynista przewoził paliwo lotnicze
- 11 rannych w zderzeniu pociągów na Śląsku
- Superwygodne pociągi tylko dla emerytów
- Dziecko wpadło pod pociąg. Przeżyło!
- 39 ofiar katastrofy w Rosji. To zamach?
- Złodziej winny chaosowi w Warszawie?
- Pociąg zabił mężczyznę w Gorzowie Wlkp.
- Wagony wybuchły, bo były polskie?
- Pijany przeżył zderzenie z lokomotywą
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -14°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
To cud, że nikt nie zginął. Wszystko zdarzyło się przy stacji Katowice Ligota w piątkowy wieczór, 17 pażdziernika. Na szczęście pociąg Intercity Warszawa - Bielsko-Biała nie poruszał się szybko i siła uderzenia w tył osobowego składu jadącego z Katowic do Żywca nie była duża. Żaden z pociągów nie wypadł z torów, ale 22 zostały ranne. Straty PKP wyniosły 2 miliony złotych.
Od początku przypuszczano, że zawinił człowiek. Potwierdziła to katowicka prokuratura i w środę oskarżyła o spowodowanie katastrofy w ruchu kolejowym dwie dyżurne ruchu: 35-letnią Andżelikę W. oraz 52-letnią Janinę. N.
Okazało się, że młodsza dyżurna grała w czasie katastrofy z kolegami w karty. "I karta jej tak dobrze szła, że się zagapiła" - mówi "Gazecie Wyborczej" prokurator Aneta Mucha z Prokuratury Rejonowej Katowice Centrum Zachód.
Jej koleżanka była pijana. Miała około 2 promili w wydychanym powietrzu.
Andżelika W. przyznała się do winy i wyraziła skruchę. Jej starsza koleżanka odmówiła składania wyjaśnień. Kobietom grozi 10 lat więzienia. W PKP oczywiście już dawno nie pracują.























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!