"Głupi kaowiec" wychowuje nas od 40 lat
Pierwsze prace nad "Rejsem" - kultowym filmem naszej kinematografii ruszyły w lipcu 1969 roku. Przy jego realizacji złamano chyba wszystkie zasady sztuki filmowej. Krytycy uznali go za sztubacki wygłup... Żeby tak w polskim kinie chciało być więcej podobnych "wygłupów".
- Dlaczego "Czterdziestolatek" wciąż nas bawi?
- Wołowa kość, benzyna tylko na kartki
- Tych pięciu wspaniałych łączy pokolenia
- Prawdy i bujdy o Janie Himilsbachu
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Był maj lub czerwiec 1968 roku, na Krakowskim Przedmieściu czuło się jeszcze kwaśny zapach gazu łzawiącego, w zakładach pracy odbywały się masówki potępiające syjonistów i wyrażające poparcie dla towarzysza "Wiesława". Marek Piwowski - niedawny absolwent łódzkiej "filmówki", autor znakomitych etiud, m.in. "Muchotłuka", poszukiwał pomysłu na swój fabularny debiut.
"Siedzieliśmy sobie na murku koło hotelu Bristol" - wspominał Jerzy Karaszkiewicz, aktor i satyryk z STS-u. Był piękny, słoneczny dzień. Marek powiedział: "A może zrobimy film? Po Wiśle płynie wycieczka statkiem. I ten statek osiada na mieliźnie". Spodobało się to nam. Że niby statek to Polska, źle sterowana i płynąca bez sensu. W rozmowie uczestniczył także Janusz Głowacki, błyskotliwy pisarz i felietonista, którego scenariusz filmowy "Polowanie na muchy" był właśnie realizowany przez samego Andrzeja Wajdę. Pomysł z wiślanym statkiem, zapewne jeden z wielu pojawiających się podczas rozmów na murku, jednak chwycił i panowie, włączywszy do swojego składu także młodego operatora filmowego Andrzeja Barszczyńskiego, zabrali się do pisania scenariusza.
Wymyślili fabułę, w której podczas wycieczkowego rejsu o względy pięknej wczasowiczki Krysi starali się pasażer na gapę - pan Raczek oraz kaowiec usiłujący za wszelką cenę nadać wypoczynkowi pasażerów słuszne ramy. Statek ścigany był lądem przez pędzącego samochodem marki Mikrus zazdrosnego męża pani Krysi, który spóźnił się na rejs. Scenariusz został zatwierdzony do produkcji w Zespole Filmowym "Tor", a koniecznej w wypadku debiutów opieki artystycznej nad filmem podjął się jego szef Antoni Bohdziewicz. Piwowski od początku założył, że film powstanie na czarno-białej taśmie, co miało swoje uzasadnienie artystyczne (polska rzeczywistość końca lat 60. nie była zbyt barwna), ale i dlatego, że nie trzeba było jej oszczędzać tak, jak kolorowej. W kompletowaniu obsady twórcy posługiwali się przede wszystkim kluczem towarzyskim, zapraszając do współpracy znanych aktorów: Bogumiła Kobielę (miał grać rolę kaowca), Ryszarda Pietruskiego (kapitan), Wandę Stanisławską-Lothe, Jolantę Lothe, Zdzisława Maklakiewicza, Zofię Czerwińską, Wojciecha Pokorę, satyryków: Jerzego Dobrowolskiego, Stanisława Tyma, a także naturszczyków o niebanalnych osobowościach: pisarza i kamieniarza Jana Himilsbacha, publicystę Andrzeja Dobosza, filmowców Feriduna Erola i Tomasza Lengrena.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!