Wizyta Kurtki w Kijowie była doskonałą okazją do poruszenia sprawy oburzających słów Naływajczenki. "Na ukraińskiej ziemi władze zmieniały się jedna za drugą. Miały jeden wspólny cel: zniszczyć wszystko co ukraińskie, rozbić jedność naszego narodu. Nieważne, czy do więzienia przy ulicy Łąckiego kierowała polska policja, niemieckie gestapo czy radzieckie NKWD. Ich głównymi więźniami byli bojownicy o niepodległość, członkowie ruchu wyzwoleńczego" - mówił niedawno szef Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU).

Co miał do powiedzenia Naływajczence Kurtyka? "Stosunki polsko-ukraińskie - niezależnie od ich splątania - były czymś zupełnie innym, niż stosunki Polaków i Ukraińców z Sowietami i Niemcami. Wyraziłem pogląd, że nie można na jednym wydechu wymieniać polskiej policji, NKWD i gestapo, i jestem przekonany, że nasz punkt widzenia został przyjęty, zrozumiany i chyba zaakceptowany" - relacjonował Kurtyka. Z jego słów wynika, że jego rozmowa była bardziej przedstawieniem stanowiska Polski, niż przyznaniem się do błędu.

Kurtyka poruszył kwestię mało trafionej wypowiedzi Naływajczenki niejako przy okazji. Główny powód jego wiztyty w Kijowie był zupełnie inny. Na Ukrainę szef IPN pojechał, by podpisać umowę z SBU. Dzięki niej obie instytucje udostępnią sobie archiwa dotyczące zbrodni komunistycznych.

>>>IPN ujawnia poszerzoną listę Wildsteina

"Bardzo ważnym elementem tej umowy jest punkt mówiący o wymianie kopii elektronicznych dokumentów, bezcennych dla wzajemnej historii. Znajdują się one dziś zarówno w archiwach polskich, jak i ukraińskich" - mówił Kurtyka. Podkreślił, że archiwa chce udostępnić wszystkim poszkodowanym, a nie tylko naukowcom.