Radomskie pielęgniarki odeszły od łóżek
Strajk w radomskim Szpitalu Specjalistycznym. Pielęgniarki i położne domagają się 600 złotych podwyżki i zmian w zasadach wynagradzania. Od siedmiu miesięcy były w sporze z dyrekcją. Teraz odeszły od łóżek pacjentów, bo "zabrakło im już sposobów".
- Radomskie pielęgniarki wciąż strajkują
- W ramach protestu zamrożą urzędników
- Lekarze: NFZ zagraża życiu pacjentów
- Pacjent zmarł, bo siostry strajkowały?
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Pielęgniarki uspokajają, że wszyscy pacjenci, którzy nadal są w szpitalu mają zapewnioną opiekę. Na większości oddziałów zostały tylko oddziałowe, ale Komitet Strajkowy utworzył też "zespoły interwencyjne". Czekają one pod telefonem, by w razie potrzeby wspomóc dyżurujące pielęgniarki.
Strajkujące siostry zebrały się w świetlicy szpitala, wszystkie miały na sobie symboliczne czarne koszulki. Przed południem było tam 170 osób.
Czy życie pacjentów nie jest jednak zagrożone? Szpital już w czwartek ograniczył przyjmowanie chorych. Umieszczał na oddziałach tylko osoby, których nie można było odesłać. Teraz w placówce, w której jest 600 łóżek, przebywa około 250 pacjentów. Według dyrektora lecznicy, Andrzej, Pawluczyka, chorzy mimo strajku pielęgniarek maja zapewnioną właściwą opiekę medyczną. Zastępca dyrektora ds. lecznictwa Tadeusz Kalbarczyk stwierdził, że odejście od łóżek pielęgniarek jest niezgodne z zasadami etyki oraz z ustawą o rozwiązywaniu sporów zbiorowych.
>>>Pacjent zmarł, bo siostry strajkowały?
Te odpowiadają, że nie miały już innego wyjścia. Za rozpoczęciem strajku opowiedziało się 94 procent pracowników szpitala. "Strajk jest rozwiązaniem ostatecznym. Zabrakło nam już sposobów domagania się o poprawę naszej sytuacji" - mówi przewodnicząca szpitalnego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych Anna Trzaszczka.
Związek domaga się 600 złotych podwyżki a także wprowadzenia taryfikatora, siatki płac i norm zatrudnienia. W sporze zbiorowym z dyrekcją są już od siedmiu miesięcy. Żadne sposoby jego rozwiązania nie przyniosły rezultatu.
I strajk też raczej nie zakończy się pełnym sukcesem pielęgniarek. Lecznica ponosi straty rzędu miliona złotych miesięcznie, a na podwyżki potrzebowałaby dodatkowo 500 tys. zł. Długi szpitala wynoszą 25 mln zł. Nie ma nawet pieniędzy na obecnie wypłacane pensje. Jak na razie pracownicy dostali na razie tylko 70 proc. wypłaty za lipiec. Dlatego dyrekcja wyklucza jakiekolwiek podwyżki.
Kalbarczyk dopuszcza możliwość zawieszenia działania poszczególnych oddziałów, a w najgorszym przypadku - ewakuacji pacjentów. Jeżeli w wyniku strajku pogorszy się stan chorych, zostanie zawiadomiona prokuratura.























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!