"Ostrzeżenie, które dała nam UEFA, musiało trafić do wszystkich kibiców. Nie sądzę, aby chcieli pozbawić swój własny klub gry w europejskich pucharach" - mówił na wczorajszej przedmeczowej konferencji prasowej trener piłkarzy Jan Urban. Tymczasem tego samego dnia na oficjalnej stronie Legii ukazał się apel, w którym działacze klubu wezwali kibiców, by donosili o wszelkich sygnałach wskazujących na to, że na trybunach może dojść do chuligańskich incydentów. "Patrząc na historię ostatnich lat, kibice Legii już nie raz udowodnili, że mogą zadziałać na szkodę klubu" - tłumaczy Bogusław Błędowski, dyrektor ds. bezpieczeństwa w KP Legia.

Tymczasem odpowiedź Stowarzyszenia Kibiców Legii na apel klubu była jednoznaczna. "Przy ulicy Sobieskiego 9 znajduje się pewien szpital..." - mówi nam jeden z członków. Owszem, jest to szpital psychiatrii i neurologii.

Wczoraj w internecie pojawiło się też oświadczenie stowarzyszenia, w którym jego członkowie zapewnili, że chcą głośnym dopingiem pomóc drużynie w walce o awans do kolejnej rundy.

Na Legii Warszawa ciąży już kara wykluczenia z europejskich pucharów w zawieszeniu na pięć lat. Nałożona została dwa lata temu, kiedy podczas meczu z Vetrą w Wilnie chuligani Legii wdarli się na murawę boiska i stoczyli regularną bitwę z litewskimi policjantami. Jeśli do 2012 roku znowu dojdzie do podobnych incydentów, kara ta może zostać odwieszona. Może wystarczyć nawet rzucona na boisko odpalona raca. Na szczęście Legia nie poniesie odpowiedzialności za zamieszki w Kopenhadze, gdyż doszło do nich poza stadionem.