Jurij Andropow, późniejszy przywódca Związku Radzieckiego, osobiście wydawał rozkazy, jak zacierać ślady radzieckiej zbrodni. Andropow kazał "zlikwidować obiekt specjalny". Cmentarzysko w Piatichatkach miało być otoczone płotem i wzięte pod ochronę liczącą 21 ludzi. Szczątki Polaków należało zniszczyć, przysypując je wapnem gaszonym, a mogiły później zakopać. Na wykonanie tej roboty Andropow dawał podwładnym cztery lata i 10 tys. rubli - czytamy w "Gazecie Wyborczej".

Dokumenty opisujące te fakty odnalazła Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) w poradzieckich archiwach. Są to raporty szefa Komitetu Bezpieczeństwa Państwowego Ukrainy z czerwca 1969 roku do ówczesnego szefa KGB Jurija Andropowa i do Piotra Szelesta, I sekretarza Komunistycznej Partii Ukrainy. Raporty mają klauzulę do rąk własnych. Donosiły, że mogiłę rozkopało trzech uczniów piątej i szóstej klasy z Piatichatek, którzy zrabowali z niej złotą obrączkę z inicjałami AK i datą 29 VI 24 r., złote koronki zębów, guziki wojskowe z wizerunkiem orła polskiego - pisze "Gazeta Wyborcza".

Szef ukraińskiego KGB gen. płk Nikitczenko zaproponował kampanię dezinformującą okoliczną ludność. Trzeba więc ogłosić, że Niemcy rozstrzeliwali tutaj w czasie wojny dezerterów swoich i z armii sojuszniczych. Należy też ostrzec, że mogiły są niebezpieczne, bo spoczywają w nich również zmarli na "tyfus, cholerę, syfilis i inne choroby zakaźne" - donosi gazeta.