To było bardzo smutne pożegnanie. W bazie Ghazni zebrali się we wtorkowe popołudnie żołnierze polscy, amerykańscy i afgańscy. Oddali ostatnie honory swojemu koledze - kpt. Danielowi Ambrozińskiemu.

>>>Tusk: Żołnierz za długo czekali na pomoc

"Najlepsi odchodzą pierwsi" - mówił płk Rajmund Andrzejczak, dowódca Polskich Sił Zadaniowych "White Eagle". Dużo opowiadał o męstwie poległego kapitana i jego kolegów. "Do najtrudniejszych zadań zawsze byli kierowani najlepsi. Kawaleria od zawsze wypełniała najcięższe zadania, a zadanie w Adżristanie było bardzo trudne" - podkreślał.

Za kapitana kapelani mjr Mariusz Tołwiński oraz ks. mjr Władysław Jasica odprawili mszę świętą. "Wczoraj nadszedł dzień, kiedy Pan odwołał Daniela z ziemskiej służby, aby powołać do swojej" - mówili.

Męstwo kapitana docenili tez jego przełożeni. Pośmiertnie uhonorowano go medalem Międzynarodowych Sił Wsparcia Bezpieczeństwa, a prezydent Lech Kaczyński przyznał mu Krzyż Komandorski Orderu Krzyża Wojskowego.

Po ceremonii w bazie w Ghazni ciało kapitana na pokładzie śmigłowca poleciało do Bagram. Stamtąd - przez Niemcy - wróci do kraju.

Kpt. Ambroziński w Afganistanie pełnił obowiązki specjalisty w Zespole Doradczo-Łącznikowym. Na co dzień służył w 1. batalionie Kawalerii Powietrznej w Leźnicy Wielkie. Miał 32 lata. Pozostawił żonę i córkę.

>>>Polacy wpadli w zasadzkę przez zdrajcę?

To był pierwszy tak potężny atak na pieszy patrol z udziałem Polaków. W poniedziałek w górskich rejonach Adżristanu kilkunastu naszych żołnierzy i towarzyszących im Afgańczyków trafiło pod ciężkim ogień talibów. W małej wiosce w górzystym terenie trafili w zasadzkę. Zginęło kilku Afgańczyków, czterech Polaków odniosło rany postrzałowe, kpt Ambroziński zaginął. Jego ciało znaleziono po kilkunastu godzinach. To dziesiąty polski żołnierz, który zginął w Afganistanie.