Kiedy 4 miesiące temu ustawa weszła w życie, do kancelarii adwokackich i wojewódzkich rzeczników konsumenta popłynęła lawina wniosków od zdesperowanych Polaków, którzy wpadli w spiralę długów. Ogłoszenie upadłości konsumenckiej wydawało się im jedynym wyjściem z dramatycznej sytuacji życiowej. Jednak większość wniosków odpadła już na wstępie. – Wymagane kryteria są prawie niemożliwe do spełnienia – tłumaczy adwokat Adam Sójka z Poznania.

Tylko do jego kancelarii zgłosiło się ponad sto osób, ale do sądów trafiło zaledwie kilkanaście wniosków. Kilka z nich już zostało odrzuconych. – Kluczowe w ustawie jest sformułowanie, że dług musiały spowodować okoliczności „wyjątkowe i niezależne od dłużnika”. Sędzia może to interpretować, jak chce – denerwuje się mecenas Sójka.

Tak właśnie było w przypadku 40-latki z Poznania, która nie mogła spłacać kredytów, bo akurat porzucił ją mąż, ktoś w rodzinie ciężko zachorował, a na to wszystko nałożyły się jeszcze inne kłopoty. Okazało się, że sądu to nie interesuje, zażądał jednej klarownej przyczyny, która uniemożliwiła spłatę zadłużenia.

Z podobną odmową spotkał się 53-letni Andrzej z Rzeszowa, który kilkanaście lat temu dostał od znajomej Niemki pieniądze na zakup domu. Po kilku latach okazało się, że kobieta żąda zwrotu pieniędzy. I choć komornik zajął budynek, niedawno się okazało, że od zlicytowanego domu nadal rosną odsetki, a mężczyzna jest winny Niemce 500 tys. zł, czyli więcej, niż od niej otrzymał. Długu nie ma z czego spłacać: mieszka w wynajmowanym mieszkaniu, a z powodu choroby nie pracuje. Sędzia uznał jednak, że okolicznościami, które mogłyby dać prawo do ogłoszenia upadłości, są „różne klęski żywiołowe czy takie zdarzenie polityczne, których dłużnik nie mógł przewidzieć i które doprowadziły do jego niewypłacalności”. Ponieważ w tym przypadku ani polityka, ani żywioły nie były przyczyną długu, wniosek o upadłość odrzucono.

I tak się dzieje z większością wniosków. – To jest absurdalne, bo spycha zadłużone osoby w szarą strefę. A wtedy państwo traci, bo nie otrzymuje podatków, a banki też nie zyskują, bo dłużnik i tak nie ma z czego spłacać – oburza się adwokat Sójka. Rozczarowani są także rzecznicy praw konsumentów. – Ustawa powinna spełniać funkcje społeczną, przywracać do życia, a nie tylko wymierzać sprawiedliwość. Jak można wymagać, by okoliczności zadłużenia były niezależne od dłużnika? – pyta Artur Kondrat, rzecznik praw konsumenta w Rzeszowie.

Podobnego zdania jest Kamil Basaj z firmy Connect zajmującej się oddłużeniami, do którego trafiło ponad tysiąc zapytań, z czego tylko sześć spełniało kryteria ustawy. Dwa wnioski udało się złożyć do sądu. W obydwu przypadkach przyczyną była choroba. – Nie bardzo wiem, komu ma służyć ta ustawa? – dziwi się Basaj.

Eksperci podkreślają również, że wnioskodawców odstraszają rygorystyczne warunki upadłości konsumenckiej. Po jej ogłoszeniu zostaje bowiem skonfiskowany cały majątek, część kredytu rozkłada się na raty, a część umarza. – Powinna też istnieć możliwość ugody w sądzie. Teraz natychmiast przechodzi się do likwidacji – mówi mecenas Sójka.

O tym, jak restrykcyjna jest polska ustawa, świadczą liczby. W Niemczech w pierwszym roku istnienia nowego prawa było ok. 2,5 tys. upadłości konsumenckich, a w kolejnym już ponad 100 tys. W Wielkiej Brytanii jest kilkadziesiąt tysięcy rocznie. W Polsce będzie to najwyżej kilkanaście przypadków.