Znany piłkarz i reprezentant kraju Dariusz Dziekanowski późnym wieczorem 31 lipca wyjechał z Warszawy do Gdańska pociągiem Intercity. Miał wziąć udział w otwarciu boiska wybudowanego w ramach programu „Orlik”. Ale choć miał w kieszeni bilet pierwszej klasy, całą sześciogodzinną podróż przesiedział... w korytarzu na walizce. "Sprzedano mi bilet, ale bez rezerwacji miejsca. Nie zwróciłem na to uwagi przy kasie, bo nie wyobrażałem sobie, że choć mam bilet, nie będę miał gdzie usiąść. Sprzedawanie tego typu biletów jest małym oszustwem. Pierwszy raz w życiu spotkało mnie coś takiego" – mówi Dziekanowski.

Nie tylko jego to spotkało – razem z nim podróżowali i inni pasażerowie, którzy również wykupili bilety bez zarezerwowanych miejsc. Jest to możliwe nawet w Intercity, jednak za każdym razem bileter powinien informować klienta, że kupując bilet bez rezerwacji, ryzykuje staniem na korytarzu i może otrzymać zwrot ceny miejscówki po dojechaniu do celu. Ale w takim przypadku musi przedstawić w kasie bilet z odpowiednią adnotacją konduktora. Jednak w pociągu, którym jechał Dziekanowski, korytarz był tak zapchany, że konduktor nie był w stanie przejść przez pociąg.

W jeszcze gorszych warunkach pociągiem pospiesznym jechała z Władysławowa do Warszawy 21-letnia Marta. Choć na peronie czekał tłum pasażerów, skład miał tylko sześć wagonów. "Ludzie wręcz bili się o miejsca. Ci co weszli, byli nieludzko upchnięci. Niektórzy wysiadali z nadzieją, że w następnym pociągu będzie luźniej" – opowiada dziewczyna. "Gdy zwracaliśmy uwagę konduktorce, ta opryskliwie odpowiadała, żebyśmy się cieszyli, że w ogóle jedziemy" – dodaje.

Dziewczyna w najbliższych dniach złoży w skargę w spółce PKP Intercity, która obsługuje wszystkie połączenia pospieszne, ekspresowe i intercity w naszym kraju. Takich skarg jest coraz więcej – PKP Intercity nigdy jeszcze nie odnotowało ich tylu co teraz. Wzrost zaczął się na początku roku. Podczas gdy w całym 2008 roku skarg było kilkadziesiąt miesięcznie, to w styczniu już 143, w maju 154, a w czerwcu – 304. "To dlatego, że w grudniu ubiegłego roku przejęliśmy międzyregionalne połączenia pospieszne. To na nie przede wszystkim skarżą się pasażerowie" – twierdzi Paweł Ney, rzecznik PKP Intercity.

czytaj dalej


Jednak liczba skarg nie spada także w obsługującej teraz połączenia lokalne PKP Przewozy Regionalne, która pozbyła się połączeń pospiesznych na rzecz PKP Intercity. Od początku roku do warszawskiej centrali spółki wpłynęło około 400 skarg od niezadowolonych klientów, czyli tyle samo co rok temu.

Czego dotyczą skargi? Przede wszystkim opóźnień. Jak twierdzi Ney, w przypadku PKP Intercity powodem są remonty torów. To dlatego podróż z Warszawy do Gdańska w ostatnim czasie z 4,5 godziny wydłużyła się do sześciu godzin. Z tego powodu po wakacjach PKP Intercity zamierza obniżyć ceny biletów na tej trasie nawet o połowę.

Ale remonty torów to niejedyna przyczyna opóźnień. Składy jadące ze Śląska i Krakowa przyjeżdżają do Warszawy nawet z godzinnym opóźnieniem, bo naprawiane są ciągnące je na co dzień lokomotywy, które mogą rozwijać prędkości rzędu 160 km na godz. Zastąpiły je co prawda inne, ale wolniejsze.

Pasażerowie narzekają także na tłok. Dlaczego kolej nie rozwiąże problemu, dołączając dodatkowe wagony? "Robimy, co możemy. Wypuściliśmy na trasy cały nasz tabor. Do tego wypożyczyliśmy 138 wagonów od PKP Przewozy Regionalne" – odpowiada Ney. Mimo to PKP Intercity nie ma zamiaru kupić nowych, bo, jak twierdzi rzecznik... spółce to się nie opłaca. "Po zakończeniu wakacji, gdy liczba pasażerów spadnie, stałyby na bocznicach" – twierdzi.