Zaczęło się niewinnie. Policjant zauważył, że spod sklepu spożywczego odjeżdża rowerzysta. Jego zachowanie wskazywało na to, że jest pod wpływem alkoholu. Kiedy mężczyzna zauważył zbliżający się do niego radiowóz skręcił w polną drogę, po czym porzucił rower i zaczął uciekać. W pościg za nim rzucił się funkcjonariusz.

Kiedy ten dogonił zbiega, kazał mu się wylegitymować. Zatrzymany karnie podał swoje dane. Ale potem zaczął się nerwowo zachowywać. Odmówił badania alkomatem, zaczął szaprać policjanta za mundur. W końcu rzucił go na ziemię i uciekł.

>>>Rowerzyści chcą jeździć po wypiciu piwa.

Funkcjonariusz zrozumiał, że sam nie da rady złapać 55 - letniego mieszkańca gminy Szczebrzeszyn. Dlatego zadzwonił do dyżurnego i poprosił o wsparcie.

Na posiłki nie musiał długo czekać. Według relacji mieszkańców Wielączy, przyjechało 8 radiowozów, wraz z nimi prawie 40 policjantów. Niestety, nawet tak liczna grupa stróżów prawa nie zdołała zatrzymać mężczyzny.

Policjanci przez dwa dni obserwowali mieszkanie rowerzysty. To też nie dało skutku. W końcu uciekinier sam zgłosił się do zamojskiej komendy. Mężczyzna odpowie przed sądem za naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza i wywieranie groźbą wpływu na czynności służbowe. Grozi mu za to do trzech lat więzienia.

Policja może znów odtrąbić swój sukces.