Boją się ich wszyscy właściciele komputerów. Kradną hasła - nawet te do kont bankowych, niszczą dane i instalują wrogie programy, które mogą zniszczyć system. Często sami się prosimy o zainfekowanie sprzętu nielegalnie, ściągając z internetu filmy czy muzykę. Równie często jednak jesteśmy atakowani robakami ukrytymi np. w spamie, czyli niechcianych wiadomościach rozsyłanych e-mailami.

W Polsce wirusy mają się niestety całkiem nieźle. Jak podają eksperci, w tym roku zaatakowały co czwarty polski komputer. Średnio na świecie udaje im się to z zaledwie co szóstą maszyną.

>>>Uważaj na wirusa Michaela Jacksona

Według raportu producenta antywirusowego oprogramowania, firmy Kaspersky Lab połowę infekcji w skali całego kraju generują tylko trzy miasta: Warszawa, Wrocław i Poznań. Na samą stolicę przypada ponad 40 proc. zakażeń złośliwym oprogramowaniem.

SYLWIA CZUBKOWSKA: Warszawa to największe, najbogatsze, z największą liczbą komputerów miasto w Polsce. Czy dlatego przoduje w rankingu wirusów?
MACIEJ ZIAREK*: Oczywiście, w znacznej części tak. Jednak nie tylko to ma znaczenie. Są przecież inne duże i bogate miasta w Polsce, a występuje w nich nawet kilkadziesiąt razy mniej wirusów. I tak w Poznań czy Wrocław uderzyło zaledwie około 5 procent złośliwego oprogramowania, a Kraków około 1 procenta – to na tyle mało, że w ogóle nie ma go w pierwszej dziesiątce najbardziej zawirusowanych miast. Natomiast dosyć wysoko notowane są mniejsze miasta jak Szczecin, Bolesławiec, Bydgoszcz czy Lublin.

Co więc przyciąga cyberprzestępców i używane przez nich złośliwe oprogramowanie do Warszawy i Bolesławca, a co odstrasza ich w Krakowie?
M.Z.: Świadomość zagrożenia tymi atakami, a w efekcie sposób, w jaki mieszkańcy tych miast chronią swój sprzęt. Niestety wciąż jest tak, że wielu użytkowników nie docenia zagrożenia i to oni są idealnym celem do ataku.

ZBIGNIEW ENGIEL*: Warto pamiętać, że w skoro w Warszawie jest tak dużo komputerów, to na pewno obok dużej liczby świetnie chronionych, jest też sporo takich zupełnie bez zabezpieczeń. A to przecież zaproszenie dla cyberprzestępców i ich wirusów. Podobne jest w mniejszych miastach: ich mieszkańcy są często nie tylko mniej świadomi, ale także mniej zamożni więc niestety częściej oszczędzają na ochronie swojego sprzętu.

M.Z.: A takie miasta jak Kraków czy Wrocław są już w dosyć wysokim stopniu zinformatyzowane, ale duża część tamtejszych komputerów to sprzęt firmowy, o który przedsiębiorstwa bardzo dbają.

Z.E.: Dodatkowo na południu Polski występuje jeszcze jedno zjawisko, które powoduje, że pojedyncze miasta nie są tak silnie atakowane. Jest tam kilka dużych ośrodków - Wrocław, metropolia śląska i Kraków - z których każdy osobno przyciąga robaki. Po zliczeniu ich wyników, okazuje się choć dane dla pojedynczych miast nie są nazbyt wysokie, to wspólnie dają pokaźną liczę wirusów. Blisko co piąty uderzył właśnie w tamtejszych mieszkańców.

Warszawa jednak jest ewidentnym liderem tego rankingu. Czy w takim razie mieszkańcy innych miast powinni być spokojni, że nie przyciągną tylu ataków?
Z.E.: Ma na to ogromną - niestety - szansę wspomniana już metropolia śląska. To łącznie przecież aż 4 mln mieszkańców, czyli niemal dwa razy tyle co w Warszawie. Do tego miasta tworzące ją bardzo szybko się rozwijają i informatyzują. A z drugiej strony poziom zamożności i świadomości jej mieszkańców nie jest jeszcze tak wysoki, by powszechne było zabezpieczenia komputerów przed atakami. To robi z Górnego Śląska idealny cel dla cyberataków.

*Maciej Ziarek, analityk zagrożeń komputerowych z firmy Kaspersky Lab
*Zbigniew Engiel, specjalista od bezpieczeństwa sieciowego z Mediarecovery, firmy zajmującej się informatyką śledczą