Alarm podnieśli specjaliści z Państwowego Instytutu Weterynaryjnego. Upalne i wilgotne lato to raj dla komarów. Globalne ocieplenie powoduje, że obszar występowania owadów przenoszących wirusa Zachodniego Nilu (WNV) powiększa się na północ.

Oczywiście to nie komary przywleką chorobę do Polski. Tzw. rezerwuarem wirusa są ptaki migrujące do nas z Afryki, np. bociany. Komary tylko przenoszą zarazki z ptaków na ludzi.

Gorączka to bardzo niebezpieczna, ale trudno wykrywalna choroba. Chorzy odczuwają bóle głowy, mają nudności, kłopoty z koordynacją, wysoką gorączkę. W cięższych przypadkach dochodzą objawy zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych i zapalenia mózgu czy zbliżone do choroby Parkinsona. Śmiertelność u osób, które trafią do szpitala waha się między 2 a 35 proc. Ciągle nie wynaleziono szczepionki na groźną chorobę.

Tymczasem polska służba zdrowia nie jest przygotowana na leczenie chorych z egzotyczną infekcją. "Niebezpieczeństwo jest realne. Dlatego należy stworzyć system wczesnego ostrzegania, polegający na monitorowaniu obecności wirusa u dzikich ptaków. W okresie wzmożonej aktywności komarów może łatwo dojść do przeniesienia wirusa na ludzi" – ostrzega w rozmowie z serwisem Newsweek.pl prof. dr hab. Elżbieta Samorek–Salamonowicz z Państwowego Instytutu Weterynaryjnego w Puławach. Jej zdaniem niezbędne jest stworzenie systemu kontroli ptaków importowanych z krajów tropikalnych.

Dotychczas w Polsce opisano jeden przypadek infekcji u człowieka. Ale już w USA rocznie choruje nawet kilka tysięcy osób, a wirus dotarł tam dopiero w 1999 roku.