Polscy marynarze ranni w Indonezji
Tragiczny wypadek w cieśninie Malakka. 21 polskich marynarzy było na pokładzie frachtowca, który zderzył się z tankowcem. Trwają poszukiwania dziewięciu członków załogi jednego ze statków. Nasi rodacy trafili do szpitala, ale i tak mogą mówić o szczęściu, bo po zderzeniu na morzu rozpętało się piekło.
- Polacy biją Polaków na angielskiej prowinicji
- Polski kapitan zadźgany przez marynarza
- Sto dni pirackiej niewoli polskiego kapitana
- Polak kapitanem porwanego statku?
- Piraci porwali pięciu Polaków
- Porwany statek płynie do Somalii
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Przez cieśninę Malakka między płw. Malajskim a Sumatrą w Indonezji wiedzie jeden z najbardziej ruchliwych szlaków morskich świata. Dwa dni temu było
tam zbyt tłoczno. Doszło do zderzenia tankowca z frachtowcem "Ostende Max", na pokładzie którego było 21 polskich marynarzy.
Po zderzeniu na pokładzie tankowca doszło do wybuchu i groźnego pożaru, widocznego z oddalonego o kilkadziesiąt kilometrów miasta Port Dickson. Zapaliło się 60 tys. ton benzyny
przewożonej w zbiornikach tankowca. Do tej pory nie odnaleziono dziewięciu członków załogi.
Więcej szczęścia mieli marynarze z "Ostende Max", bo statek miał tylko niewielkie uszkodzenia. Z poparzeniami rąk do szpitala trafiło trzech Polaków. "Dwóch
wyjdzie w piątek ze szpitala. Jeden pozostanie tydzień na obserwacji. Ma poparzone dłonie i trzeba mu zmieniać opatrunki, ale nic mu nie zagraża. Wszyscy są w dobrym stanie
psychicznym" - powiedział w rozmowie z tvn24.pl I sekretarz ambasady RP w Kuala Lumpur Robert Andrzejczyk. Pozostali Polacy wyszli z wypadku bez szwanku i przebywają w Port Dickson.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!