Kilka tygodni temu regionalne oddziały NFZ rozesłały pisma do wszystkich zakładów, dzieląc pacjentów... ze względu na sposób, w jaki spożywają szpitalne posiłki. Kategorię "0" dostaje osoba, która nie jest w stanie samodzielnie jeść i musi być karmiona przez zgłębnik lub gastrostomię. Kategoria "5" z kolei przypisana jest choremu, który potrzebuje pomocy w krojeniu, smarowaniu masłem albo jedzenie podawane jest mu łyżeczką przez pielęgniarkę. Dobowy pobyt osoby z pierwszej grupy wart jest 198 złotych, z drugiej tylko 71 złotych.

>>> Pacjent złamał dwie nogi NFZ zapłaci za złożenie jednej

"To skandal. Naprawdę obawiam się, że niedługo Fundusz może dojść do wniosku, że pacjent, który korzysta z pampersa, a nie cewnika, też powinien być inaczej wyceniony, bo w końcu może samodzielnie oddawać mocz. Szykuje nam się naprawdę godna starość" - mówi gorzko Grażyna Buczkowska, prezes Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych.

Równie rozżaleni są dyrektorzy placówek zajmujących się obłożnie chorymi. Trafiają tam głównie osoby starsze, wiele z nich nie jest w stanie samodzielnie jeść. "Ale to wcale nie oznacza, że ci ludzie nie mają odruchu przełykania. A jeśli ten odruch jest, można takiego pacjenta karmić ręcznie. Przecież dla niego różnica w komforcie jest niewyobrażalna" - mówi Anna Peciak, dyrektor Zakładu Opieki Długoterminowej w Katowicach. W jej placówce na 113 pacjentów problemy z jedzeniem ma połowa, ale tylko nieliczni karmieni są sondą.

>>> NFZ płaci za połowę śmierci w hospicjum

"To chora, niesprawiedliwa kalkulacja. Czy to oznacza, że mamy wszystkich pacjentów, którzy mają problemy z samodzielnym jedzeniem, podłączyć do sondy, bo inaczej popadniemy w długi?" - pyta ironicznie Dorota Forias, dyrektor Zakładu Pielęgnacyjno-Opiekuńczego w Bydgoszczy. Jak podkreślają eksperci, taki scenariusz jest niestety bardzo prawdopodobny.

"Zakłady opiekuńcze będą podłączać ludzi do sondy, bo nie będą miały wyjścia. Karmienie takiej osoby ręcznie jest bardzo absorbujące i czasochłonne. Czasem trwa kilka godzin w ciągu doby. Jeśli NFZ nie będzie dawał dość pieniędzy, to zabraknie środków na personel, czyli nie będzie miał kto tego robić. I koło się zamyka" - tłumaczy prof. Tomasz Grodzicki, krajowy konsultant ds. geriatrii.

>>> Szpitale obcinają cukrzykom stopy dla zysku

Jego zdaniem taką wyceną Fundusz de facto daje jasny komunikat: podłączajcie pacjentów do sond, bo tak się bardziej opłaca i jest o wiele wygodniej. "A przecież opieka nad obłożnie chorym, który ma sondę, a tym karmionym łyżeczką niewiele się różni, jeśli chodzi o koszty. Trzeba mu podać leki, drogie maści przeciwodleżynowe, zapewnić rehabilitację" - wymienia Grodzicki.

Dyrektorzy placówek opiekuńczych są przekonani, że czekają ich długi. "A dopiero niedawno udało się nam wyjść na prostą, spłaciliśmy zaległe wierzytelności rzędu 800 tysięcy złotych, które byliśmy winni producentom leków i pampersów. Teraz znowu będziemy na minusie" - prognozuje Anna Peciak.

NFZ jednak nie widzi problemu. Jego zdaniem decyzja jest jak najbardziej racjonalna. "Im bardziej pacjent wymaga opieki specjalistycznej, tym więcej pieniędzy idzie na ten cel. A karmienie dożylne i dojelitowe jest droższe od karmienia łyżeczką" - wyjaśnia Karolina Jasik z biura prasowego NFZ. Poza tym przecież pielęgniarkę może w karmieniu udciążyć ktoś inny, na przykład członek rodziny. "To jakiś absurd. Mam 113 pacjentów, odwiedzających ich regularnie mogę policzyć na palcach obu rąk. Taka jest smutna polska rzeczywistość" - mówi Peciak.