To była jak wyprawa w dorzecze Amazonki. Policjanci ubrani w spodniobuty i wodery przedzierali się przez dziko zarośnięte lasy i mokradła. Na ich drodze leżały pnie zwalonych drzew i bobrowe tamy. Kiedy grzęznąc często po pas w bagnie, przedostali się na jedną z leśnych polan w rezerwacie przyrody, ujrzeli kilkaset dorodnych krzewów konopi. Krzaki rosły w kilku rzędach, w donicach stojących na podmokłym terenie.

Ale mundurowi wiedzieli, że plantacji może być więcej. Po kilku kilometrach dotarli do kolejnej leśnej polany, na której znajdowała się dużo większa uprawa. Na ponad trzech tysiącach metrów kwadratowych krzaki rosły na naturalnym, podmokłym gruncie, w sprzyjających warunkach. Polana otoczona była lasem, co powodowało, że miejsce było dobrze nasłonecznione i panowała tam duża wilgotność.

>>>Holendrzy w Polsce uprawiali konopie

Krzaki z pierwszej plantacji już spłonęły. Druga uprawa będzie zniszczona dzisiaj. Teraz jest pilnie strzeżona.

Plantantorzy w wieku 39, 43 i 70 lat są już w rękach policji. U jednego z nich policjanci znaleźli wiatrówkę z lunetą, przerobioną na broń ostrą oraz 3 kg suszu konopi, pochodzącego prawdopodobnie z jednej z plantacji.