Scenka z chłopakiem, który zażył dopalacze, po których umarł na ulicy to happening Młodych Demokratów, którzy walczą, aby zakazać handlu dopalaczami, które oficjalnie sprzedawane są jako produkty dla kolekcjonerów, a tak naprawdę mają właściwości prawie identyczne jak narkotyki.

"Chcemy w ten sposób pokazać, jak szkodliwe są takie środki" - mówi Mateusz Komorowski ze stowarzyszenia. "Chcemy też zwrócić uwagę rodziców na ten problem, a także zainteresować odpowiednie służby, by swoimi kontrolami utrudniły handel <dopalaczami>" - dodaje Komorowski.

Sprawa dopalaczy wciąż jest nieuregulowana, a sprzedawcy starają się obejść prawo, jak mogą. Odkąd powstały sklepy z dopalaczami, są one nękane przez policję, sanepid i służby celne. Jak na razie jednak nie ma jasnych wytycznych zakazujących handlu tymi specyfikami.