Całe zamieszanie wybuchło, gdy UKE oskarżył Krajową Radę o opóźnianie procesu cyfryzacji, czyli całkowitego przejścia do 2013 r. na nadawanie programów telewizyjnych za pomocą nowej technologii.W nieoficjalnych rozmowach pracownicy UKE przyznają, że KRRiT chce zachować wpływ na to, kto będzie mógł nadawać programy w naziemnej telewizji cyfrowej - podobnie jak teraz decyduje o tym, kto dostanie koncesję.

"Rada nie chce tracić swojej obecnej pozycji i wpływu na polski rynek telewizyjny. My chcemy iść w stronę konkurencji, a oni w stronę kontroli. KRRiT żyje w złudnym przekonaniu, że jest w stanie zadecydować, co polski widz może, a czego nie powinien oglądać" - mówi jeden z pracowników urzedu.

Wedle planów wszystkie telewizje, które obecnie możemy odbierać przez zwykłą antenę, jak Polsat czy TVN, po odpaleniu telewizji cyfrowej będą bezpłatne. Aby je oglądać, trzeba będzie kupić nowy telewizor albo specjalny dekoder. Kolejne siedem stacji ma być dostępne w drugim pakiecie. Tutaj mieli się pojawić nie tylko nadawcy polskich kanałów tematycznych, którzy dostali koncesję od KRRiT, ale też przedstawiciele wielkich zachodnich koncernów lub krajowi debiutanci, którzy zaoferują ciekawy program. Mogliby oni zażądać od widzów opłat. Jeden kanał ma być przeznaczony na programy regionalne, trzy miałby wskazywać przewodniczący rady, trzy wyłoniono by z konkursu. I właśnie on stał się początkiem konfliktu.

UKE miał ogłosić konkurs w ubiegły piątek - nie udało się. Powód? "Blokuje nas KRRiT, która nie przekazała do tej pory swojego stanowiska. A bez niego nic nie możemy zrobić" - mówi Anna Streżyńska, szefowa UKE. W poniedziałek jej urząd oficjalnie oskarżył KRRiT o opóźnianie procesu cyfryzacji. Na odpowiedź rady nie trzeba było długo czekać.

"Zaproponowane rozwiązania są sprzeczne z ustrojem mediów elektronicznych ukształtowanym w Konstytucji RP i w ustawie o radiofonii i telewizji” - napisała w komunikacie KRRiT. Jak tłumaczy Anna Szydłowska-Żurawska z KRRiT, w konkursie powinni brać udział tylko nadawcy z polską koncesją. "Poza tym odbiór tych kanałów powinien być bezpłatny. A oskarżenia o opóźnianie cyfryzacji są bezpodstawne, od razu poinformowaliśmy UKE, że zajmiemy się tą sprawą na pierwszym posiedzeniu. Wcześniej wszyscy byli na urlopie" - tłumaczy.

Kto będzie walczyć o telewizyjny tort, czyli m.in. o niemałe wpływy z reklam w nowych kanałach? UKE chce wpuścić na rynek każdego, kto ma ciekawą ofertę. Wiadomo, że o częstotliwościami zainteresowani są obecni giganci, jak TVN i Polsat, wydawcy prasy, jak Agora, czy rozgłośnie radiowe, jak Radio Zet. W konsultacjach uczestniczył też szwedzki koncern medialny Boxer.

"To walka o rząd dusz, a czasu jest coraz mniej" - mówi prezes UKE Anna Streżyńska. Dachowe anteny i telewizory powinny trafić na śmietnik najpóźniej za cztery lata, kiedy tradycyjny sygnał analogowy zostanie całkowicie wyłączony. Cały proces ma kosztować ponad 4 mld zł. Zapłacą za to rząd, nadawcy i widzowie - wedle wyliczeń Polacy będą musieli wymienić 15 mln starych telewizorów.

"Na wstępie naziemna telewizja cyfrowa oznacza przede wszystkim wydatki, na modernizacją sieci, akcję propagandową i dekodery. Ale w przyszłości nadawcy będą mogli zarabiać m.in. na reklamach" - mówi Andrzej Zarębski, ekspert ds. mediów i przewodniczący rady nadzorczej Polskiego Operatora Telewizyjnego.