MARIA BARTOSZKO: Poszlakowe dochodzenie, poszlakowy proces. Rozwikłanie zagadki morderstwa Dariusza Janiszewskiego nie było chyba proste?
KOM. JACEK WRÓBLEWSKI: To trudna sprawa, najtrudniejsza, z jaką się zetknąłem. I bardzo mozolna, krok po kroku, a właściwie kartka po kartce trzeba było znaleźć
analogiczne elementy między książką a tą potworną zbrodnią. Podzieliliśmy się fragmentami tej "książki" z kolegami. Każdy czytał swój kawałek i mazakiem zaznaczał
to, co łączyło literacką fikcję z rzeczywistością. Trochę tego było, potem przyszedł czas na analizy. Zgadzały się nawet drobiazgi, jak np. opis miejsca, gdzie pracowała ofiara.
Czyli książka była kluczem do wyjaśnienia tej zbrodni?
Nie od książki się zaczęło. Najpierw w kręgu podejrzeń pojawiła się postać Krystiana B. Zaczęło się od
poszlaki. Potem zaczęliśmy szukać informacji na temat tego mężczyzny: pytaliśmy świadków, przeczesywaliśmy internet. Tak właśnie natrafiliśmy na blog, swoisty dziennik, w którym B.
opisywał swoje doznania i zamieszczał fragmenty "Amoku" i "Melazyny". Coś nas tknęło. Kilkanaście dni trwało, zanim udało nam się zamówić książkę.
Potem przyszła już kolej na czytanie.
Jak ocenia pan samą książkę? Ciekawa, fascynująca, wciągająca?
Przebrnąłem przez nią tylko dlatego, że musiałem. Inaczej nawet bym jej nie tknął. Podobnie koledzy,
którzy nieźle krzywili się, czytając kolejne strony tej "powieści". To ostra pornografia, obrzydlistwo.
Kom. Jacek Wróblewski z Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu kierował policyjnym zespołem dochodzeniowo-śledczym, który pracował nad sprawą Krystiana B.