Czwarty zły policjant w sprawie Olewnika
Trzech policjantów, którzy wczoraj usłyszeli zarzuty niedopełnienia obowiązków w sprawie Krzysztofa Olewnika, może okazać się jedynie pierwszymi w serii aresztowań. Z informacji DZIENNIKA wynika, że jest jeszcze czwarty, który może mieć problemy z prokuratorem. Funkcjonariusz z Płocka był widziany ze sprawcami porwania, kiedy kłócił się o pieniądze.
- Olewnik wie, komu nadepnął na odcisk
- Prokuratorzy też odpowiedzą za śmierć Olewnika?
- Będą kolejne zatrzymania w sprawie Olewnika
- CBŚ ręczy za policjanta ze sprawy Olewnika
- Prokuratorzy popełnili błędy w sprawie Olewnika?
- Rutkowski mógł pomagać porywaczom
- Olewnikowie odrzucili policyjną ochronę
- Olewnik: To władza zabiła mojego syna
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Zarzutów dla Remigiusza M., Macieja L. i Henryka S. można się było spodziewać od dawna - prokuratorska analiza sprawy Olewnika z 2007 r., do której udało się dotrzeć DZIENNIKOWI, wymienia ich wprost jako podejrzewanych. Ale wskazuje na jeszcze jednego policjanta z płockiej policji Wojciecha K.
"W kręgu osób podejrzewanych o współudział w uprowadzeniu lub o kontakt z jego sprawcami powinni znaleźć się (...) uczestnicy spotkania towarzyskiego w domu Krzysztofa Olewnika ze szczególnym uwzględnieniem Wojciecha K." - taki wniosek wyciągnęli olsztyńscy śledczy szukający odpowiedzi na pytanie, dlaczego śledztwo było prowadzone tak nieudolnie, że porwany z własnego domu 24-letni chłopak po dwóch latach przetrzymywania został zabity mimo przekazania okupu.
W analizie padają oskarżenia. Najcięższe to słowa świadka, znajomego jednego ze sprawców. Człowiek ten przypadkowo widział w 2004 r. spotkanie porywacza z dwoma mężczyznami. Wybuchła między nimi kłótnia o kilkadziesiąt tysięcy złotych. Świadek na zdjęciach rozpoznał Wojciecha K.
A były jeszcze inne poszlaki - telefony. W 2003 r. do Sławomira Kościuka i Wojciecha Franiewskiego, czyli morderców Olewnika, ktoś dzwonił z ulicznych automatów za pomocą trzech kart telefonicznych. Z każdej karty przynajmniej raz dzwoniono z budki w miejscowości, gdzie wówczas mieszkał policjant. Nie dość tego - z tych kart wykonano również połączenie do Komendy Miejskiej Policji w Płocku na numer aparatu, z którego korzystał Wojciech K. Te wszystkie ślady nie zostały jednak wykorzystane przez poprzednie ekipy śledcze.
"Wojciech K. powinien zostać pokazany świadkowi, a potem powinien mu zostać postawiony zarzut” - napisali w analizie olsztyńscy śledczy, którzy przejęli i zakończyli sprawę porwania.
Również prawnicy Olewników dziwią się, że policjanta na razie nie ma wśród podejrzanych.
"My też mamy wątpliwości co do osoby Wojciecha K. i mamy nadzieję, że jego zachowanie zostanie wyjaśnione przez prokuratora" - mówi DZIENNIKOWI pełnomocnik rodziny Olewników, mecenas Ireneusz Wilk.
Ten kolejny policyjny trop wskazujący na związki porywaczy z funkcjonariuszami może tłumaczyć, dlaczego śledztwo było tak nieudolne. "Wszystkie tzw. błędy w sprawie to nie jest indolencja, bo nie popełniłby ich student kryminalistyki. To była przestępcza działalność, a nie zaniedbania" - mówił nam znany kryminolog Brunon Hołyst.





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!