"Politykom to dobrze - mają służbowe limuzyny, duże pensje i inne luksusy i mogą sobie załatwić coś, co dla zwykłego człowieka graniczy z cudem. Na przykład w dwa tygodnie dostać paszport, na który normalnie czeka się aż miesiąc" - grzmi bulwarówka.

Dowód? Urzędniczka z Poznania obiecała błyskawiczną pomoc senatorowi, który pilnie potrzebował paszportu, bo wybierał się na urlop do Turcji. W tym samym urzędzie zwykłej mieszkance miasta wsparcia odmówiono i w dodatku poradzono, by... odwołała wakacyjny wyjazd - oburza się "Fakt".

Prowokacja "Faktu" czarno na białym obnażyła to, że władza nadal jest traktowana lepiej niż inni ludzie. Dziennikarka zadzwoniła jako asystentka senatora Stanisława Augustynka (imię i nazwisko wymyślone) do dyrektorki wydziału paszportowego poznańskiego urzędu. I poprosiła, by ta przyśpieszyła wydanie politykowi dokumentu. Nie ukrywała przy tym, że senator planuje w następny weekend wyjechać prywatnie do Turcji. Dyrektor Iwona Makowska-Chudzicka bardzo się przejęła losem polityka. I obiecała coś zaradzić.

"Nie wszystko zależy ode mnie, bo paszporty drukowane są w Warszawie. Ale postaramy się pomóc" - obiecała. Mało tego, zarezerwowała dla senatora konkretną porę wizyty w urzędzie. Tak, by nie musiał stać w kolejce - oburza się "Fakt". "Proszę się o godz. 14 zgłosić do pani kierownik i złożyć wniosek. Jutro, po sprawdzeniu dokumentów, powiem, co dalej" - obiecała.

Po tej rozmowie "Fakt" odwiedził panią dyrektor i ujawnił prowokację. Ta jednak zaczęła się wypierać. A nawet twierdzić, że wcale nie potraktowała senatora lepiej niż zwykłego obywatela. "Każdy ma możliwość złożenia wniosku o przyspieszenie wydania paszportu" - przekonywała bulwarówkę pani dyrektor.

Szybko się jednak okazało, że to tylko teoria. Praktyka, jak udowodniliśmy po raz kolejny, jest inna. Bowiem tego samego dnia dziennikarka "Faktu" poszła do urzędu. Jako zwykła mieszkanka miasta poprosiła o szybsze wydanie paszportu. Podała ten sam termin i ten sam powód, co senator – wyjazd na wakacje.

"Dlaczego tak późno się pani obudziła?! Przykro mi, ale to nie jest wypadek losowy. Nie ma możliwości, by coś przyspieszyć. Jeśli pani może, to proszę przełożyć wyjazd na inny termin" - usłyszała.

Cóż, to niezbity dowód, że senatorowi się pomaga, a zwykły człowiek jest skazany na biurokrację i bezduszność urzędników - oburza się "Fakt"