Aż co trzecim Polakiem targają gwałtowne uczucia podczas oglądania meczu piłki nożnej. Kolejne 31 proc. ankietowanych deklaruje, że interesuje się futbolem. Ten sport jako jeden z niewielu jest również w stanie wyrwać kibiców z domowych pieleszy.

"Piłka nożna porwała fanów i przyciągnęła ich na stadiony" - tłumaczy jeden z autorów badań Adam Czarnecki. Rzeczywiście, aż 65 proc. polskich fanów piłki nożnej kibicuje na żywo swoim ulubionym drużynom. Na mecze chodzimy więc dużo częściej niż Niemcy, Francuzi, a nawet Brytyjczycy! To rzecz absolutnie niesłychana, bo poza tym w Polsce nadal przeważa model "kanapowego kibica". "Owszem, chętnie trzymamy kciuki za naszych faworytów ale... z pilotem od telewizora w ręce" - tłumaczy Czarnecki.

O tym, że emocje odczuwane na stadionie są zupełnie inne od kanapowych, doskonale wie Maciej Kuźma, zagorzały kibic, prywatnie specjalista od PR. "Bywało, że chodziłem na mecze nawet dwa razy w tygodniu" - opowiada Kuźma. Warszawiak pasjami ogląda też sport w telewizji. "I oczywiście rozmawiam o piłce z kolegami" - dodaje.

Podobnie jak on w dyskusje o futbolu daje się wciągać blisko połowa Polaków. "Do tak ochoczego komentowania skłania nas to, że piłka jest tak prostym sportem, że nawet niezbyt inteligentny widz po kilkunastu minutach zna wszystkie reguły. To także dobry temat, kiedy nie wiadomo, o czym mówić" - tłumaczy socjolog Krzysztof Łęcki.

Piłka nożna, podobnie jak w Niemczech, Portugalii i Wielkiej Brytanii, zyskała u nas status sportu narodowego. Ale podczas gdy Portugalczycy pasjonują się jeszcze pływaniem, a Anglicy rugby, my staliśmy się fanami skoków narciarskich. Dlaczego? Bo jesteśmy fanami sukcesu - kochamy tylko te sporty, w których możemy się pochwalić dobrymi wynikami. To nie musi być żelazna reguła. Z badań wynika bowiem, że Indonezyjczycy nie odnoszą w sportach, w tym także futbolu, spektakularnych sukcesów, a mimo to są zagorzałymi kibicami.