Awaria klimatyzatora na oddziale zaskoczyła lekarzy. Trzeba było szybko coś na nią poradzić, bo jeśli temperatura w salach wzrosłaby za bardzo, małym pacjentom groziłaby ewakuacja. A ta byłaby groźna dla ich zdrowia.

"Dzieci muszą mieć zapewnione sterylne warunki i nie za wysoką temperaturę w salach, dlatego zwróciliśmy się o pomoc do strażaków" - wyjaśnia Magdalena Oberc z krakowskiego szpitala.

Tymczasem w Krakowie była piękna słoneczna pogoda. Gorące lato w pełni. Straż pożarna musiała więc zareagować błyskawicznie.

Strażacy rozwinęli węże i zaczęli polewać nasłonecznione okna oddziału transplantologii. Ale ponieważ nie mogli tak schładzać budynku przez cały dzień, zrealizowano pomysł na utrzymanie niskiej temperatury w salach.

Tak zwana "folia życia" izolująca ciepło ma sprawić, że temperatura wewnątrz budynku będzie niższa. Strażacy nakładali ją na okna i ściany budynku.

"Czekamy na dyspozycję od lekarzy, którzy mają stwierdzić, czy temperatura w budynku po założeniu folii będzie odpowiednia do dalszego funkcjonowania oddziału" - powiedział dziennikowi.pl Andrzej Siekanka z krakowskiej straży pożarnej.

Na szczęście w porę przywieziono trzy zastępcze klimatyzatory, które chłodzą teraz sale, w których leży trzech małych pacjentów po przeszczepach.