Teraz edukacja seksualna jest w szkole nieobowiązkowa, a ta, która istnieje, jest często na katastrofalnym poziomie. Mówią o tym sami uczniowie. "Kiedy próbowałam wytłumaczyć na lekcji koleżankom, co to jest dziewictwo i na czym polega antykoncepcja, nauczycielka zaczęła krzyczeć, że o tym będziemy mówić dopiero za rok. Mogłabym zrozumieć jej zastrzeżenia, gdyby nie to, że kilka koleżanek jest już w ciąży" - opowiadała nam Kasia z warszawskiej zawodówki.

Takim właśnie sytuacjom chcą zapobiec zwolennicy powszechnej edukacji seksualnej. "Chodzi o to, aby nastolatki dowiedziały się, jak odmawiać, gdy ktoś namawia je na rozpoczęcie współżycia, i jak dojrzale decydować o tej sferze aktywności. Trzeba reagować na nowe zjawiska, więc na pewno trzeba też uczyć dzieci jak chronić się przed cyberprzemocą oraz bezpiecznie korzystać z komórki" - tłumaczy Maria Keller, szefowa fundacji Dzieci Niczyje.

I dodaje, że dobre zajęcia mogą też pomóc wykryć, że jakieś dziecko jest wykorzystywane seksualnie. Do apelu dołączył się także były jezuita, Stanisław Obirek. "Przeraziły mnie historie, jakie opowiadają moi studenci, których uczę religii. Ich nauczyciele mówili o seksualności półgębkiem, czerwienili się przy tym. A wiedza na ten temat jest bardzo ważna, pozwala lepiej zrozumieć siebie" - mówi DZIENNIKOWI Obirek.

Dlatego autorzy porozumienia piszą: "Działamy wspólnie na rzecz upowszechniania edukacji skesualnej, a także żeby rozumieć ją jako dział interdyscyplinarnej edukacji dotyczącej także innych aspketów seksualności człowieka: kulturowego, etycznego i psychologicznego".

Pod apelem podpisały różne organizacje, m.in. fundacja Dzieci Niczyje, Polskie Centrum Zdrowia Sekusalnego z Londynu, Towarzystwo Rozjowu Rodziny, Grupa edukatorów seksualnych Ponton.