Afera zaczęła się 3 lutego, gdy 40-letni mężczyzna próbował porwać do swojego samochodu idącą do szkoły uczennicę. Niedoszłego gwałciciela spłoszył przechodzień, a dziecko zdążyło uciec. Trzy dni później na podstawie rysopisu, zatrzymano domniemanego sprawcę. Okazał się nim Tomasz Ż., na co dzień listonosz z Zakopanego.

Za usiłowanie gwałtu i próbę porwania grozi do 12 lat więzienia, ale sąd w Zakopanem uznał, że Tomasz Ż. powinien odpowiadać z wolnej stopy. - Nie było wystarczających dowodów, że doszło do próby gwałtu - powiedział cytowany przez "Gazetę Krakowską” wiceprezes sądu Marek Marchalewicz.

Gazeta twierdzi - powołując się na swoje źródła - że Tomasz Ż. już kilka lat temu był podejrzewany o zachowania pedofilskie. Wkrótce po tym jak sąd odmówił zastosowania wobec niego aresztu, wziął urlop i nie pojawia się w pracy.

Kościeliska wyglądają tymczasem jak twierdza. - Nie było u nas do tej pory takich zdarzeń - powiedziała wicedyrektor miejscowego zespołu szkół Elżbieta Ciesielska. - Wiele osób zaczęło odprowadzać dzieci do szkoły albo podwozi je samochodami - mówiła.

W piątek, gdy w Małopolsce rozpoczynały się ferie, dyrekcja poprosiła uczniów by nie ufali obcym ludziom. Rodzice już wcześniej wpadli w panikę. - Na pewno nie puszczę teraz dzieci samych do szkoły - zapowiadał jeden z mieszkańców Tomasz Różak. Inna mieszkanka Kościelisk Teresa Korzeniowska, mówiła, że we wsi zawsze panował spokój. - Owszem, góral z góralem się pobiją, to się zdarzało. Ale żeby na dzieci zboczeńcy napadali, to już koniec świata! - powiedziała dziennikarzom.

Na początku lutego Polską wstrząsnęła inna historia z mężczyzną wypuszczonym przez sąd na wolność, który z zemsty zabił dwie osoby i po policyjnej obławie odebrał sobie życie.